Pasieka Kulturalna

2019/03/19




Pamięć nie jest czarno biała. To nie zestaw zero jedynkowy. Wspomnienia uciekają, blakną, giną, zostają zastąpione przez inne lub podkoloryzowane. Tylko te, które w sobie pielęgnujemy, będą z nami. Jednak nie zawsze wszystko będzie w naszej głowie wyglądać jak w rzeczywistości. Pamięć może nas oszukać, omamić, zmylić. W złym czasie podsunąć wspomnienia o których wolelibyśmy nie myśleć.

Jak to jest więc pamiętać tylko to co wydarzyło się wczoraj?

W alternatywnej rzeczywistości społeczeństwo podzielone jest na monosów i duosów. Ci pierwsi pamiętają tylko to, co wydarzyło się wczoraj. Jest ich więcej, są dyskryminowani i nie zajmują tak wysokich stanowisk jak duosi, którzy pamiętają wszystko, co wydarzyło się przez dwa poprzednie dni. Clarie należy do tej pierwszej grupy, jednak dzięki swojemu mężowi, Markowi, który pamięta dwa dni wstecz, może wieść dostatnie życie. Z pozoru są szczęśliwym, bezdzietnym małżeństwem. Mark jest znanym pisarzem i rozpoczyna swoją karierę polityczną. Jednak Clarie nie jest szczęśliwa. Coś ją gnębi, ale jej iDiary, czyli dziennik, gdzie notuje przebieg swoich dni, nic jej nie podpowiada. Ich spokój, zbudowany na bardo kruchym fundamencie, pewnego dnia runie, bo w pobliżu rzeki Cam zostaje znaleziona młoda kobieta, Sophia Ayling, topielica. Została zamordowana, a wszystkie ślady prowadzą do Marka.

Zacznę od tego, że Felicia Yaap miała fenomenalny pomysł na stworzenie alternatywnego świata monosów i duosów. Po pierwszych kilku stronach byłam pełna obaw – czy autorce uda się wyjaśnić, jak funkcjonuje ten inny świat w precyzyjny i wyczerpujący sposób? Jak ludzie którzy nie pamiętają nic oprócz jednego czy dwóch dni wstecz pracują, zakładają rodziny, rządzą państwem? Jeżeli z jakiegoś powodu nie zapiszą w iDiary swoich wspomnień lub je zmodyfikują, tak, aby pamiętać tylko to co dobre i wybielić się przed samym sobą? Z każdą kolejną stroną Falicia Yaap przekonywała mnie coraz bardziej do swojego pomysłu. I chociaż w Wczoraj poznałam tylko urywek tego świata to chciałabym poznać więcej. Autorka wszystko bardzo dokładnie wymyśliła i zaplanowała.

Nie jest tajemnicą że kocham thrillery. Te wszystkie emocje towarzyszące lekturze – ciekawość na samym początku, lęk przed każdą kolejną stroną, uczucie niepokoju które rośnie z każdą chwilą, to niesamowite namieszanie w głowie kiedy nie wiem kto jest dobry a kto zły, i kto tak naprawdę stoi za całym problemem. Tak jest i w tym przypadku. Wczoraj Felicii Yaap wciąga od pierwszej strony. Powieść wssysa czytelnika. Autorka stworzyła haczyk, na który wabi, a gdy już się na niego ktoś złapie, to niemożna się oderwać.

Narracja prowadzona jest z trzech perspektyw. Marka,  Clarie i policjanta Hansa, który prowadzi sprawę Sophi Ayling. Każdy z nich wie co innego. I każdy z nich skrywa tajemnice które powoli, ale wytrwale dążą do tego, aby ujrzeć światło dzienne. Świat bohaterów, gdy wszystko wyjdzie na jaw, nigdy już nie będzie taki sam. Dzięki tej zmiennej narracji można dokładnie poznać Hansa, Clarie i Marka i dowiedzieć się dlaczego postępują tak, a nie inaczej, i co ich do tego skłania. Czy kogoś z nich można polubić? Felicia Yaap stworzyła bohaterów z krwi i kości, z mroczną przeszłością, kłamstwami i półprawdami, które, gdy wychodzą na jaw, zmieniają obraz postaci w oczach czytelnika.

Wczoraj to jeden z lepszych thillerów jakie wpadły w moje ręce. Byłam po nim niezdolna do sięgnięcia po jakąkolwiek książkę. Ta pozycja utwierdza mnie przekonaniu że W.A.B wydaje same dobre thrillery i będę sięgać po ich książki w ciemno. Jeżeli lubicie adrenalinę, tajemnice, morderstwa to Wczoraj będzie dla Was idealnym wyborem.



2019/03/17




Wierzycie w duchy? Zjawy, czarownice, wilkołaki, wampiry i zombie? W czasach, gdy Internet rządzi światem takie nadprzyrodzone stwory wydają się nie z tej ziemii. Staramy się w sposób jak najbardziej racjonalny wytłumaczyć to, co najbardziej zadziwia i przeraża. Jeszcze nasi pradziadkowie mogli sobie wierzyć w czarownice, które porywają złe dzieci czy też upiory wychodzące nocą z lasów, ale my? Tacy inteligentni, współcześni? W świecie w którym nie ma magii? A jeżeli jest?

2019/03/13





Oczy uroczne to kontynuacja Szaławiły, opowiadania, za które Marta Kisiel została nagrodzona. I z jednej strony niczego nie chciałam bardziej niż w tym momencie siadać, czytać, na raz, olać wszystko, a z drugiej trochę się obawiałam, bo kocham Dożywocie i mieszkańców Lichotki i martwiłam się, że Oda i jej ekipa nie spodobają mi się tak bardzo. Oh, jak ja mogłam się bardzo mylić.

Oda na dobre zadomowiła się w swoim nowym domu. Pracuje w przychodni, w miasteczku niedaleko jej miejsca na ziemi. Zbliża się jednak okres przesilenia zimowego i Roch jest tym bardzo zaniepokojony, czym trochę martwi i Odę. Dodatkowo, w przychodni pojawiają się pacjenci, którzy relacjonują, że coś dziwnego ich zaatakowało i to właśnie w lesie, w którym mieszka Oda. Bazyl zaczyna coś kombinować i nie chce zdradzić swoich sekretów. Jednak gdy nadejdzie czas przesilenia, a mroczne sekrety i tajemnice sprzed kilkunastu lat wyjdą na wierzch, stanie się bardzo przerażająco.


Chyba najlepszą rekomendacją będzie to, że zarwałam dla tej książki noc. Serio. Gdy moje dziecko miało trudny okres w swoim krótkim życiu i budziło się co chwilę, ja czytałam, czytałam i czytałam do czwartej rano, a o szóstej, gdy już musiałam wrócić na ziemię z krainy orfeusza, znowu chwyciłam za książkę. Nie żałuje zmęczenia, powiek, które przetrzymywałam zapałkami, tego, że przez kolejny dzień byłam żywym trupem. Niczego. Matko jedyna kochana, jakie to było dobre.

Chociaż znajdziemy w Oczach urocznych charakterystyczny cięty język którym posługuje się autorka i czarny humor, to ta książka dotyka większych, społecznych problemów, które dotyczą nas wszystkich i mogą spowodować, że wiele się zmieni w otaczającym nas świecie i wrócą dawne czasy, a raczej ich elementy, których wcale nam nie brakuje. Trochę bardzo zawile, ale mam nadzieję, że Was to zainteresuje, o ile jeszcze nie jesteście zachęceni, do sięgnięcia po Oczy uroczne, które zbierają same laury i to jeszcze przed premierą!



Oda jest moją nową, ulubioną bohaterką, Rocha nadal nie potrafię rozgryźć (i nie wiem czy kiedykolwiek mi się to uda), a Bazyl? Jego nie da się nie kochać, on kupił moje serducho już w Szaławile, a teraz na stałe się tam rozgościł. Jest jednym z  kilku ulubionych dziwacznych i fantastycznych stworów z książek. A ta jego wada wymowy czyni go jeszcze bardziej uroczym i cudownym, chociaż takie określenia powinny obrażać. Cóz, Bazyl na pewno nie sfiedzie fas na manowcze.

Oczy uroczne to doskonała kontynuacja Dożywocia (chociaż mam nadzieję, że autorka nie zapomniała o Konradzie i całej reszcie). Czyta się to jakby jadło najlepszą na świecie czekoladę, ślinka cieknie przed każdą kolejną stroną, czujemy, że musimy zjeść całą, na raz, bez przerwy, bo nasze życie stanie się uboższe i mniej słodkie, ale po skończeniu Oczu urocznych nie czujemy przesytu. Po zakończeniu książki jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani, najedzeni, a nie przejedzeni. Pani Marto, niech mi pani nie każe czekać na kolejną pani książkę jakoś specjalnie długo.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Uroburos!




2019/03/11





Ileż ja się oczekałam na kolejną część sagi o Lipowie. Od kwietnia ubiegłego roku wyglądałam jakichkolwiek wieści o nowej książce Katarzyny Puzyńskiej, a gdy tylko pojawiła się możliwość jej przeczytania, nie czekałam ani chwili. Kocham mój czytnik za to, że nie musiałam wypatrywać pana kuriera albo listonosza z moim egzemplarzem książki.

Tytułowe Rodzanice to niewielka wieś, w której znajdują się tylko trzy domy. W pobliżu, na zamarzniętym jeziorze, zostaje znaleziona zamordowana młoda dziewczyna, nakryta kocem, jakby morderca nie chciał, aby ofiara zmarzła. To nie koniec zbrodni – w tym samym czasie ginie dziennikarka i wydaje się, że Klementyna Kopp ma z tym dużo wspólnego. Niektórzy to nawet byłą panią komisarz oskarżają o zabójstwo. Dodatkowo, ktoś grozi w anonimowym liście wszystkim mieszkańcom Lipowa.

2019/03/08




Gdy mam dosyć cięższej literatury to marzę o dobrym romansie. Takim, który mnie pochłonie, z zaangażowaniem będę śledzić losy bohaterów, śmiać się i płakać razem z nimi; gdzie polubię główną bohaterkę, nawet jeżeli będzie do bólu stereotypowa. I ostatnio na tylko takie trafiam. Jednym z nich jest Tylko Ty Rosie Black.

2019/03/07




Żadna monarchia nie wzbudza takich emocji jak ta brytyjska. Losy rodziny królewskiej śledzą miliony, a ślub kogoś z jej członków, jest wydarzeniem na skalę światową, co można było zaobserwować w maju ubiegłego roku, kiedy to brat następcy tronu, książkę Harry wziął ślub z Meghan Markle. Nic dziwnego że The Crown ma wiele fanów i to grono stale się powiększa. Niedawno i ja do niego dołączyłam.

2019/03/06





Diane Chamberlain należy do grona moich ulubionych autorek. Jej książki pochłaniam niemal na raz i z niecierpliwością czekam na każdą kolejną powieść. Latarnia z Kiss River to druga część cyklu. Trochę byłam tą wiadomością zaskoczona, bo nie czytałam części pierwszej. Podeszłam do lektury z pewnym dystansem i obawami, że nie zrozumiem, o co w niej chodzi.  

Elizabeth Poor jest córką latarników z Kiss River. Nazywana jest przez matkę powsinogą – wymyka się w nocy z domu (bez wiedzy rodziców), często odwiedza Straż Wybrzeża i wszędzie jej pełno. Na świecie panuje wojna, niemieckie u-booty torpedują alianckie statki. Młoda Beth zakochuje się w jednym z członków Straży – Sandym. Niestety, niemiecki szpieg żyje gdzieś w Kiss River. Gdy Beth wpada na jego trop, jej dotychczasowy świat już nigdy nie będzie taki jak wcześniej.


Współcześnie – Gina Haggins, przybywa do Kiss River i podaje się za badaczkę latarni morskich. Niestety, z przerażeniem dowiaduje się, że soczewka, na której najbardziej jej zależało, leży na dnie oceanu. Gina traci wszelką nadzieję, jednak zamierza się zaangażować  w ratowanie latarni z dnia oceanu. Po swój dach przyjmują ją Lacey i Clay, czyli dzieci Anne O’Neil. Gina, która skrywa pewien sekret, ma nadzieję, że wydobycie soczewki, w której ukryty jest skarb, rozwiąże wszystkie jej problemy. Niestety(albo i stety), kobieta zakochuje się w Clay, który stracił żonę wypadku i wciąż dręczony jest przez wyrzuty sumienia. Od tej pory sprawy coraz bardziej się komplikują.

Jeżeli nie znacie pierwszej części trylogii, to nic strasznego. Latarnię z Kiss River czyta się jak oddzielną książkę, autorka nie zdradza czytelnikowi co takiego wydarzyło się w pierwszym tomie, przez co nie odbiera radości z jego lektury.



Akcja w książce biegnie powoli, jednostajnie i przyśpiesza dopiero po około ¾ lektury. Nie zrozumcie tego tak, że przez większą część ta powieść jest nudna. O nie. Tajemnice, jakie skrywa Gina, powoli wyłaniają się na powierzchnię. Tak samo jak przeszłość pozostałych bohaterów, cierpliwie dążą do tego, aby zostały ujawnione. Akcja biegnie dwutorowo – przeszłość poznajemy dzięki pamiętnikowi Beth Poor, w wyniku czego, można dokładnie poznać bohaterkę. Teraźniejszość opowiedziana jest z perspektywy narratora trzecio osobowego. Przeczytałam do tej pory kilka książek Chamberlain i w Latarni z Kiss River było niemal tak samo. I chociaż wszystkie książki autorki są w jakimś stopniu do siebie podobne, to każda z nich jest indywidualna, wyjątkowa i cudowna. Tak samo jak w przypadku Latarni.

Autorka wiedziała, jak zagrać na emocjach czytelnika. W sposób delikatny niemal subtelny snuję swoją opowieść, aby w odpowiednim momencie, zadać czytelnikowi cios i … zostawić go z pewnym niedostatkiem. Chociaż nie da się odczuć, że Latarnia z Kiss River to drugi tom z trzech, to już to, że akcja będzie się ciągnąć w kolejnej części jest bardzo odczuwalne. Diane Chamberlain w bardzo wzruszający sposób opisała matkę, która robi wszystko, aby móc odzyskać swoje dziecko; która posunie się do niemożliwego..



Oficjalna recenzja dla portalu Duże Ka!

2019/03/03




Kraina czarów, którą stworzył Carroll Lewis, odkąd pamiętam była dla mnie odrobinę przerażająca. Nie ważne czy to była wersja książkowa czy adaptacja Disney’owska – zawsze odczuwałam pewien lęk, gdy tylko wraz z bohaterką, wpadałam w króliczą norę. Sama się sobie nie dziwie – w Krainie Czarów za byle głupotę można było stracić głowę, a Czerwona Królowa to jedna z najstraszniejszych władczyń bajkowych krain.

Na przestrzeni lat powstało wiele adaptacji tej klasycznej już powieści – zaczynając od tej Disney’a, poprzez filmy Tima Burtona z Mią Wasikowską i Johnny’m Deppem w roli głównej, do serialu Once Upon a Time in Wonderland. W każdej wersji Kraina Czarów była przedstawiona jako świat przerażający i oderwany od rzeczywistości. Nic tam nie jest takie, jakie się wydaje.

Kraina Czarów, którą spotkałam w książce A.G Howard to kwintesencja moich sennych koszmarów, ale … jestem nią zachwycona. Jak mnie ta opowieść wciągnęła, zaczarowała, zahipnotyzowała. To, co stworzyła autorka, to najlepsza Wonderland jaką kiedykolwiek spotkałam. Wszystko jest tam tak magicznie nierealne, pstrokate, dziwne i abstrakcyjne, że nie sposób tego nie lubić, chociaż na każdym kroku na bohaterów czekają niebezpieczeństwa i to w dodatku śmiertelne. Tej Kranie daleko do jej literackiego odpowiednika. Tutaj przygody Alyssy wywołują gęsią skórkę, a tajemnice, jakie skrywają mieszkańcy Wonderland na zawsze zmienią życie dziewczyny.



Alyssa Gadner, główna bohaterka i jednocześnie narratorka, jest potomkinią Alicji Liddell, dziewczynki, która stała się inspiracją dla Lewisa Carrolla do napisania Krainy Czarów. Kobiety z jej rodziny od wielu, wielu lat prześladują urojenia i omamy. Alyssa słyszy szepty owadów, które nieustannie jej towarzyszą, a jej matka, Alison, przebywa w szpitalu psychiatryczym. Na kobietach z rodziny Liddell ciąży klątwa. Gdy Alyssa odkrywa, że Kraina Czarów istnieje naprawdę, postanawia raz na zawsze położyć kres temu szaleństwu. Wskakuje do króliczej nory, aby stawić czoła nowemu, nieznanemu światu. Czeka na nią tam ktoś, o kim zapomniała.

Muszę, koniecznie muszę Wam wspomnieć o wątku miłosnym. Trójkącie. Tak, dobrze przeczytaliście, ale nie zrażajcie się tak od razu, bo to, co przeczytacie o trójce bohaterów, te wszystkie zabiegi, zachowania są miodem na moje czytelnicze serce. Ten trójkąt jest najlepszym, jaki do tej pory spotkałam w literaturze. Pierwszy raz nie potrafię opowiedzieć się po stronie jednego kandydata. Morpheus jest mroczny, cudownie ironiczny, ze specyficznym podejściem do świata i z misją. Jebediah to chłopak odważny, dobry, inteligentny i prosty w uczuciach, czyli nie owija tego wszystkiego tak jak Morpheus. Jestem niesamowicie ciekawa którego z nich wybierze Alyssa i jednocześnie nie zniosę porażki żadnego z nich. Wiem, że moje czytelnicze serce będzie pęknięte na pół bez względu na drogę, którą postanowi kroczyć bohaterka.

A jakie jest moje zdanie na temat głównej bohaterki? Cóż, uważam, że daleko jej do tej irytującej na każdej stronie, ale bezgranicznym uwielbieniem do niej nie pałam. Lubię ją i mam nadzieję, że autorka nie zrobi z niej typowej bohaterki książek młodzieżowych, przez którą daną powieść mam ochotę wyrzucić przez okno. Popełniała błędy, ale jest jeszcze młoda, dowiedziała się wielu rzeczy, musi stawić czoła nieznanemu i… się zakochała. W świetle wydarzeń można spojrzeć na nią w przychylnym świetle.

W kwietnu nakładem wydawnictwa Uroboros ukaże się drugi, kolejny tom. Od tego, jak czytelniczy przyjmą tę historię, zależy czy na polskim rynku ukażą się również nowelki. Więc kupujcie i czytajcie, bo warto. Po lekturze, tak jak ja, nie będziecie mogli doczekać się kolejnej części!

 Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Uroboros.



Follow Us @soratemplates