| źródło |
Czasami potrzebna jest lektura
która pozwoli uciec w świat baśni, mitycznych stworów i czarów, aby móc się
odprężyć i zapomnieć o rzeczywistości. I czasami takie ucieczki są przyjemne –
pełne przygód, marzeń, miłości. Wciągają i zapadają w pamięci na długi okres czasu, jeżeli nie na zawsze. Morza szept to książka, która
zapowiadała się arcyciekawie. I miałam wobec niej wieeeelkie oczekiwania. Myślałam,
że odpłynę w świat marzeń, bo która z nas będąc dzieckiem
nie chciała być syreną, pływać w morskich odmętach, przeżywać niesamowite
przygody niczym Arielka z disnejowskiej
Małej Syrenki? Czy Morza szept to
książka, która spełniła moje oczekiwania?
Eloide to zwykła nastolatka
jakich wiele. Jednak jej życie nigdy już nie będzie takie jak dawniej. Ojciec dziewczyny
zginął w wypadku. Matka postanawia wysłać ją do ciotki, na jedną z wysp kanału La
Manche, do ciotecznej babki dziewczyny. Eloide zostawia wszystko –
przyjaciółkę, rodzinny dom, rozkochanego w niej młodzieńca. Już na lotnisku
dziewczyna poznaje tajemniczego Javena Spinxa, a gdy opowiada o nim swojej
rodzinie, wszyscy milczą jak zaklęci. Na wyspie jednak nic jest takie, jak
powinno. Pewna kobieta oznajmia Elodie że przynosi śmierć, a dzień później,
zostają odnalezione zwłoki młodej dziewczyny.
Zapowiadało się fajnie. Fabuła
zachęcała do sięgnięcia po książkę, a okładka wabiła wzrok i obiecywała lekturę
wciągającą, przyprawiającą o dreszcze i taką, której się nie zapomni. Niestety
– to była pomyłka. I to duża. Chociaż na początku starałam się „wkręcić” w całą
historię, to z każdą kolejną stroną, każdym kolejnym słowem zaczynałam wątpić i
miałam ochotę zostawić książkę niedoczytaną. Jednak miałam nadzieję że coś się,
że coś się zmieni, że akcja się rozkręci, a bohaterka przestanie być taka
bezbarwna, bezosobowa i zacznie być osobą, którą da się polubić. Moje marzenia
spełzły na niczym, kilka rozdziałów pominęłam bo i tak by nic do lektury nie wniosły.
Wspomniałam o bohaterce,
która nawet mnie nie irytowała. Nie raz
wspominałam o postaciach, które mnie irytowały, denerwowały i doprowadzały do
białej gorączki, a podczas czytania miałam ochotę książkę rzucić w bok i
zapomnieć o niej, wymazać ją z pamięci i z życia tak, aby już nigdy nie
pojawiła się na mojej drodze. Ale Eloide była.. bezbarwna. Nie mogłam zrozumieć
jak główną bohaterkę można uczynić tak nudną, bezosobową i dziwną. Bo chociaż
narracja prowadzona była w pierwszej osobie, to nie potrafiłam odczuć że
bohaterka jest postacią główną, motorem napędowym całej akcji, kimś, kto
powinien całą maszynę nakręcać aby coś się działo.
Kolejnym minusem są
wydarzenia. Czytając, miałam wrażenie że
autorka wprowadziła jakiś wątek, aby zaraz o nim zapomnieć i zacząć następny,
do poprzedniego nie wracając. Irytujące, nieprawdaż? Również na nerwy działało
mi to, że niektóre wydarzenia były tak bezsensowne że siedziałam i
zastanawiałam się o co chodzi, bo zazwyczaj staram się zrozumieć takie rzeczy w
czytanych przeze mnie powieściach. Gdy zamknęłam książke, w głowie miałam
mętlik z powodu niewyjaśnionych wątków i zdarzeń, które piętrzyły się niczym
ogromny tort, z bezbarwną bohaterką na samym czubku, jako udekorowanie powieści
nudnej jak flaki z olejem. Autorka nie potrafiła wciągnąć, zainteresować. Wiem,
że to może być wina tłumacza, ale z pustej butelki to i Salomon nie naleje (czy
jakoś tak) choćby nie wiem jak się starał.
Reasumując, Morza szept zapowiada się obiecująco,
ale nudzi i nie jest książka dobrą na zrelaksowanie się. Może i ja jestem już
za stara na takie książki, ale nadal po niektóre sięgam i wywołują u mnie
odczucia zupełnie inne niż Morza szept.
Tekst stanowi oficjalną recenzję dla redkacji Essentia.