Co musieli przeżyć nasi przodkowie że boimy się wejść do
„nawiedzonego” domu, nie chodzimy w nocy na cmentarz, a ciemna postać, widziana
po zmroku wywołuje u nas dreszcze? Strach towarzyszy nam od dawna; nawet
najwięksi pozerzy, którzy podobno
niczego się nie boją, w obliczu strachu kapitulują. Jednak lubimy się bać –
horrory cieszą się wysokimi zarobkami, pojawia się coraz więcej powieści grozy,
a nawiedzone miejsca cieszą się wielką sławą. Są to zazwyczaj domy – stare
gmaszyska, z wieżyczkami, z pajęczynami w oknach, wybitymi szybami, zarośniętym
ogrodem. Gdy widzimy blok, betonowy pałac, który zdobi krajobraz każdego
miasta, wydaje się nam że wszystko w nim jest normalne i ludzkie. A gdyby tak
wszystkie te zmowy i duchy przenieść do bloków…?
Agnieszka i Robert przeprowadzają się do Warszawy i mają
zamiar zacząć nowe życie, z dala od rodziny, przeszłości. Jednak już sam
początek nie wydaje się obiecujący – jadąc mokrą drogą, Robert musi lawirować
autem, aby dojechać bezpiecznie na miejsce. Małżonkowie nie mogą od razu wejść
do nowego mieszkania, ponieważ w windzie znajduje się ciało bez głowy, która to
leży piętro wyżej. Niedługo okazuje się że w tym bloku nic nie jest normalne.
Dziwni sąsiedzi, tajemnicza piwnica, której prawie nikt nie odwiedza…
Okazuje się że nic nie jest takie, jakby z pozoru się
wydawać się mogło. Robert zaczyna się coraz dziwnej zachowywać. Bohaterów męczą
koszmary, które śnią się co noc. I żaden z mieszkańców nie chcę wyśnić ich
zakończenia. Czy dowiedzą się jaką
tajemnice skrywa blok?
Nie jestem wielką czytelniczką horrorów. Do tej pory
poznałam może trzy czy cztery i to nie są same dzieła Kinga. Na Miłoszewskiego skusiłam się z kilku
powodów: po pierwsze czytałam Uwikłanie
i chciałam zobaczyć jak pisarz czuje się w innym gatunku niż kryminał, po
drugie bo skusiła mnie cena, a po
trzecie dlatego, że te wszystkie rekomendacje podsyciły tylko moją ciekawość.
Wciągnęłam się od pierwszej strony, zagłębiałam się w
dalszą część historii nie robiąc niemal przerw (tylko jedną, na sen) ciekawa
jak potoczą się losy bohaterów, jaką tajemnice skrywa tajemniczy mieszkaniec
bloku i czy wszystko skończy się dobrze.
Autor nie bawi się w podchody, nie przeciąga i nie nudzi, tylko umiejętnie
buduje napięcie. Po zakończeniu lektury stwierdziłam, że nigdy nie pojadę winą
towarową i wolę wejść na dziesiąte piętro po schodach niż przeżywać katusze w
windzie.
Autorna głównych bohaterów wybrał bardzo wyraziste
postacie – Agnieszka, która do Warszawy przyjechała pełna nadziei; Kamil jest
zwykłym osiemnastolatkiem mającym swoje pasje, zakochanym i chcącym popisać się
przed kumplami; Wiktor to wielki dziennikarz, który niestety stoczył się na dno
za pomocą alkoholu. Ta trójka w całej akcji odkrywa najistotniejszą, rolę. Pomimo,
że blok zamieszkuje jeszcze kilku innych sąsiadów to wybierają siebie nawzajem
na wsparcie. Razem spędzają długie nocne godziny, podtrzymując się na duchu aby
nie zasnąć i nie śnić conocnego koszmaru.
Domofon to
powieść straszna, trzymająca w napięciu, jednak ma jedną wadę. Po tym, co autor
zaserwował na początku i środku spodziewałam się bardziej druzgocącego
zakończenia. Było ono zwyczajne i może
to i lepiej, ale do końca miałam nadzieję że te ostatnie wydarzenia wyrwą na
mnie większe wrażenie.
Jeżeli znacie inne powieści Miłoszewskiego, a chcecie poznać go w innym wydaniu to sięgajcie
po Domofon.
Autor popisał się towrząc horror, który zasługuje na wszystkie peany. Mam
nadzieję że jeszcze kiedyś Miłoszewski
wyda coś, co można będzie nazwać horrorem.