AZAZEL
ZOSTAJE ARCHANIOŁEM!!!
| [źródło] |
Wiktoria Biańkowska wróciła na ziemię. Ma swojego Piotrusia i jest szczęśliwa. Nie pamięta tego kim była-
diablicą, która na sumieniu miała wywołanie III wojny światowej. Cały czas
spędzony w Niższej Arkadii i wszystkie wspomnienia zostały jej odebrane. Tak
samo jak moce które dostała po zjedzeniu
jabłka z biblijnego drzewa. Nie wie nic o istnieniu Bethel’a, Azazela czy
Kleopatry, a pierwszy z nich tęskni za
Wiktorią najbardziej. Ma on cel- chcę, aby dziewczyna odzyskała pamięć i moce. Obserwuje
Wiktorię i któregoś razu daje jej jabłko, które do zwykłych nie należy.
Drugi tom o przygodach Wiktorii, którą nie wiedzieć czemu
wszyscy nazywali „Wiki” (nie przepadam za tym zdrobnieniem) nie zebrała
pozytywnych opinii wśród bloggerów. „Ja
Anielica” odstaje poziomem od „Ja Diablica”.
I niestety, tego ukryć się nie da. Jednak podczas czytania czułam ze
autorka ma pomysł już na trzeci, ostatni tom a wszystkie przedstawione
wydarzenia są tylko ‘przejściowe’.
Wiktoria, pomimo ze jest tutaj kluczową postacią szalenie
mnie irytuje. Jest łatwowierna, porywcza, głupiutka( i czasami zastanawiałam
się czy taka jest czy też udaje). Jej charakter potrafi szalenie zdenerwować
czytelnika. Nie raz i nie dwa chciałam odłożyć książkę, ale zżerała mnie
ciekawość. Jak Wiktoria zachowa się tym razem? Czy znowu popełni gafę? I
chociaż postać stworzona przez autorkę wymaga dużo poprawek to… lubiłam ją. Nie
wiedzieć czemu wcale nie chciałam wyjąć Wiktorii z książki, porządnie ją
potrząsnąć, aby zaczęła w końcu myśleć racjonalnie i z powrotem wsadzić w
środek akcji . Jeżeli bohaterka jest denerwująca to powoduje to efekt domino-
Czytelnikowi trudno się dopatrzeć pozytywnych stron powieści, bo przesłania je
główna postać. Jednocześnie na wierzch wychodzą te złe aspekty i stają się
bardziej widoczne przez zachowanie bohaterki. Jednak najbardziej pozytywną
stronę „Ja, anielica” jak i całej trylogii Miszczuk jest nie kto inny ale
Bethel!
Bethel- już teraz sam dźwięk tego imienia przyprawia mnie o ciarki
i dreszcze. Kto nie lubi takich niegrzecznych chłopców, którzy pod płaszczem
ignorancji skrywają osobę wrażliwą, czułą i opiekuńczą? Dodatkowo taki typ ma
to do siebie że jest jeszcze szalenie przystojny. Dodając do tego to ze jest on
diabłem i ma ten niesamowity magnetyzm to… Ah. Gdybym mogła chętnie
zamieniłabym się z Wiktorią. Przystojny diabeł jest jednocześnie
przeciwieństwem Azazel’a który o ile w
pierwszej części mnie bawił to w drugiej niezmiernie drażnił. Zachowywał się
jak rozpieszczony dzieciak który aby zdobyć upragnioną zabawkę jest zdolny
posunąć się do wszystkiego.
Na brak akcji narzekać nie można- już od pierwszej strony
wydarzenia „pędzą”, „biegną” czy też „mkną”. Autorka nie pozwala na chwilę
nudy, chociaż mała przerwa w niektórych momentach byłaby wskazana. A wróć.
Takie przerwy są. Można przy nich odsapnąć, ochłonął aby ponownie wrócić do
przygód bohaterów. A jak wiadomo- bardzo lubią pakować się w kłopoty. Albo to
kłopoty lubią ich i nie zamierzają odstąpić ich na krok.
Cała powieść utrzymana jest w dość humorystycznej całości
przez co czyta się ją szybko (o ile nie zirytuje was Wiktoria, albo Azazel),
bezboleśnie. A emocje są- zarówno pozytywne i negatywne. Zależy od poziomu
oczekiwań. Ja pomimo tego że oczekiwałam wiele (chociaż mniej niż w przypadku
tomu pierwszego gdzie mogłam poznać charakter Wiktorii) i dostałam irytującą
bohaterkę i Azazela, na którego widok wywróciłabym oczami to „Ja, Anielica” nie
jest jak dla mnie powieścią złą. Dobrze się przy niej bawiłam, emocje nawet na
krok się ode mnie nie odsunęły. Bo lepiej czuć złość niż znudzenie, prawda? :-)