Czy nazwisko Krefeld jest wam nieznane? Nic dziwnego- autor
dopiero pojawił się na polskim rynku kilka dni temu (dokładnie 5 czerwca), ale
w jakim stylu. „Wykolejony” to kryminał, w którym od samego początku akcja
trzyma w napięciu, wydarzenia mkną do przodu i nie pozostaje nic innego tylko
zatopić się w świat wykreowany przez duńskiego pisarza. Uwierzcie mi, jego
nazwisko niedługo będzie znał każdy fan kryminałów w Polsce. I na świecie.
Autor wykreował świat brutalny, pełen czarnych interesów,
ludzkiego nieszczęścia i prostytucji. I zrobił to bardzo dobrze- czytając
czułam zadach jaki panował w klubie ze striptizem, widziałam głównego bohatera
jak przemierza szwedzkie ulice w poszukiwaniu Maszy… Może jednak zacznę od
początku. Mamy zatem głównego bohatera Thomas’a „Ravn” Ravnsholdt’a. Mieszka on na Biance, łodzi zacumowanej w
jednym z duńskich portów. Nie jest w stanie wrócić do mieszkania, które dzielił
razem ze swoją ukochaną Evą, a wszystko z powodu tragicznych i traumatycznych wydarzeń
z przeszłości. Nie widzi on sensu życia, aż do czasu kiedy dowiaduje się o
Maszy, litwińce, która zaginęła około dwóch lat temu, a matka zaczyna powoli
tracić nadzieje że jeszcze kiedykolwiek zobaczy córkę. Na prośbę znajomego,
właściciela baru w którym Thomas często topi smutki postanawia wyjechać
odnaleźć dziewczynę. O której nikt od długiego czasu nie słyszał. Czy jeszcze
żyje?
Detektyw zagłębia się w świat szwedzkiego podziemia, które
autor dopracował do najmniejszego szczegółu. Czytając niemal cały czas czułam
napięcie, a w mojej głowie roiło się od pytań. Niejednokrotnie miałam ochotę
przeskoczyć te kilkanaście stron do końca aby odkryć zakończenie, bo ciekawość
mnie zżerała. Jednak po wiele latach techniki nauczyłam się powstrzymywać
emocje ‘cierpliwe’ przewracałam kolejne strony. I każda z nich była dla mnie
ogromnym zaskoczeniem. Bo oto pojawiał się nowy bohater, kolejny zwrot akcji,
kolejna decyzja, kolejne miejsce, a wszystko uciekało bohaterowi sprzed rąk. I
tutaj ktoś mógłby sobie pomyśleć „skoro tak namieszał, to ta książka nie może
być aż tak ciekawa”. I tutaj ten Ktosiek się myli. Wszystko do siebie idealnie
pasowało, jak w układance. Kolejne miejsca, postacie, wydarzenia były puzzlami,
które tylko w całości stanowią idealną całość i pokazują obraz, który potrafi
zachwycić.
Mimo że wracam już do tego wątku muszę pochwalić autora za
stworzenie aż tak realistycznego świata. Prostytucja, narkotyki, brudne
interesy… Czytając o Maszy, o jej życiu w tamtym świecie (chociaż życiem zbytni
nazwać tego nie można, raczej marna egzystencja) czułam dreszcze przechodzące
po ciele. Czułam strach, napięcie, emocje… Już dawno żaden z kryminałów nie
przyniósł mi tyle wrażeń. Powinni to docenić wszyscy Ci, którzy nie lubią gdy
książce nic się nie dzieje.
Panie Krefeld, z zapartym tchem czekam na kolejną Pana
książkę. I wiem że mnie Pannie zawiedzie. A wszystkim którzy jeszcze wahają się
przed wyborem książki radzę, aby rozejrzeli się za nią zanim ktoś sprzątnie im
egzemplarz sprzed nosa.
Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Literackiemu!
Książka bierze udział w wzywaniu: Czytamy kryminały.