Czy bycie sławnym jest fajne? Czy fakt, że niemal cały świat
może zerknąć w naszą codzienność jest przyjemny? Że nie można wyjść nawet przed
drzwi, aby nie zostać sfotografowanym, a jedna głupia mina (które na zdjęciach
niektórzy z nas robią całe mnóstwo ) znalazła się na okładkach wszystkich
gazet? Jasne – sława, fani, imprezy… Ale czy to jest warte zachodu? Warto też
zadać sobie pytanie, czy tak naprawdę znamy swoich idoli? Czy wiemy, co tak naprawdę siedzi w ich
głowach? Czy twarz, którą pokazują całemu światu na co dzień jest prawdziwa?
Przecież i my przywdziewamy przeróżne maski, w których pokazujemy się znajomym.
Nina Frank w jednym z popularnych seriali ostatnich lat, gra
zakonnicę Joannę, ucieleśnienie cnót i dóbr, przez co pokochały ją miliony telewidzów
i jest wzorem do naśladowania dla milionów kobiet. Jednak jej codzienne życie
nie jest przykładne. Nina Frank skrywa wiele tajemnic, o których nie wie prawie
nikt. Tylko niektórzy są wtajemniczeni, ale tak naprawdę nie można powiedzieć
że zna się tą prawdziwą Ninę Frank.
Tokary to mała wieś, gdzie komendant posterunku dojeżdża do
pracy starym Komarkiem, bo służbowy
polonez nie raz nie chcę odpalić. Wszyscy się znają, a życie za zamkniętymi
drzwiami domów nie jest tajemnicą – wszyscy wszystko wiedzą. W tej małej
mieścinie zamieszkała wielka gwiazda, Nina Frank. Nikt nie wie dlaczego wybrała
miejscowość oddaloną od Warszawy. Czy jest coś co łączy aktorkę z tym miejscem?
Czy może spodobał jej się stary dworek?
Pewnego dnia, miejscowy listonosz ma doręczyć autorce
przesyłkę, ale nikt nie odpowiada na jego wołanie. Nie słyszy ujadania psa,
więc postanawia wejść do domu. Gdy przekonuje się że rezydencja stoi pusta,
stwierdza, że rzeczy które należą do Niny mogą się drogo sprzedać. Jednak nie
spodziewa się że będzie tym, który znajdzie ciało zamordowanej aktorki.
Sagę o Saszy Załuskiej uwielbiam i z wytęsknieniem czekam na
kolejny, już trzeci, tom. Tylko martwi
nie kłamią okazało się strzałem w dziesiątkę, a Hubert Meyer stał się moim
ulubionym profilerem. Postanowiłam sięgnąć więc po Sprawę Niny Frank, która nęciła mnie i patrzyła na mnie kusząco z
półki. I w przerwach między nauką do kolejnego kolokwium zaczytywałam się właśnie
w tej książce, odkładając inne już zaczęte na bok.
Gdyby porównać Sprawę
Niny Frank do kolejnych książek autorki widać jaką pracę włożyła w to, aby rozwinąć swój
warsztat pisarski. Nie mniej jednak ten kryminał potrafi wciągnąć. Niemal do
samego końca nie wiadomo kto tak naprawdę jest zabójcą; oskarżenia co chwile
przechylają się w czyjąś stronę, ale nikt tak naprawdę nie jest do końca pewny
czy ta osoba zabiła Ninę Frank. Hubert Meyer powoli odkrywa życie autorki, jej
tajemnice, które nigdy nie miały dojrzeć światła dziennego. Poznaję jej
sekrety, myśli i szuka kogoś, kto chciałby zabić piękną i młodą autorkę. Powoli
jej życie wychodzi na jaw, kolejne sekrety wypływają na powierzchnie, co rusz
rzucając nowe światło na sprawę.
Poza wątkiem morderstwa w tle przewija się historia Meyera,
jego kłopoty małżeńskie, losy mieszkańców Tokar oraz wiele, wiele innych
postaci, które może nie są tak dopracowane jak w Okularniku, ale czytając o niektórych z nich nie raz się uśmiechnęłam.
Meyer nadal pozostaje moim ulubionym profilerem. Już samo jego imię i nazwisko
współgra ze sobą i daje niesamowity efekt już w samej wymowie.
Jeżeli szukacie lektury, która uprzyjemni wam wieczory, to
sięgnijcie po Sprawę Niny Frank. Ja
ją Wam polecam szczególnie.
