Marge wróciła do swojego świata. Jej
ojciec żyje, bohaterka powoli układa sobie życie, poznaje Paula Markova z tego
wymiaru, ale wie, że niebezpieczeństwo nie minęło. Ba, zagrożenie dopiero
nadejdzie, a Marge zdaje sobie z tego sprawę. Nie może zapomnieć o swoich
wrogach, którzy mogą ją kontrolować przez niemal cały czas. I są zdolni do
wszystkiego, aby osiągnąć swój cel.
Dusza Paula zostaje rozszczepiona na
cztery kawałki – chłopak nie może sam wrócić do swojej rzeczywistości.
Zrozpaczona Marge, wraz z Theo, który czuje się coraz gorzej, postanawia
ratować Markova. Do czego będzie zdolna posunąć się dziewczyna? Czy zniszczy
Firebirde’a w innych wymiarach, aby ocalić przyjaciela i ukochanego? Czy będą
próbować pomimo wszystko wprowadzić w życie swój własny plan? Marge czeka
podróż do innych światów, a podczas tej wędrówki dowie się wiele przerażających
rzeczy.
Chociaż Dziesięć tysięcy słońc nad Tobą jest mocniejsze, dosadniejsze,
mroczniejsze niż Tysiąc odłamków Ciebie,
to mniej mi się podobało. Nie mówię tutaj o tym, że drugi tom Firebirde’a wcale mi się nie podobał; co
to, to nie. Ta część ma swoje plusy, ale
czegoś mi w niej zabrakło. Czegoś znanego, dobrego, mocnego. Tego, co znalazło
się w części pierwszej. Dziesięć tysięcy
słońc nad Tobą nie ma syndromu tomu drugiego, ale jest stosunkowo słabszy.
Autorka miała ciekawy pomysł, zdradziła nam dużo, zachęciła do sięgnięcia po
kolejną część. Ale do tego zaraz przejdę.
Wątek miłosny, a mianowicie trójkąt,
który możemy spotkać w pierwszym tomie, w tym zszedł na dalszy plan. Nawet
wielka miłość nie jest aż tak piękna i wspaniała, co bardzo mi się spodobało.
Margueritte ma wiele przemyśleń, pytań, na które musi znaleźć sama odpowiedź;
nikt za nią tego nie zrobi. Nie chcę wam zdradzić za dużo, ale za takie zabiegi,
autorka ma u mnie dużego plusa. Uczucie, miłość nadal jest gdzieś na pierwszym
miejscu, ale nie jest idealna, w stu procentach bezwarunkowa i cudowna, jak
mogłoby się wydawać. Claudia Gray nie
poszła w ślady swoich koleżanek po fachu, które stworzyły pary zakochane w
sobie po uszy, bez żadnych wątpliwości.
Akcja w Dziesięć tysięcy słońc nad Tobą wciąga już o samego początku.
Bardzo intrygowało i ciekawiło mnie, co takiego dzieje się w życiu bohaterów –
poprzednia część zakończyła się bardzo ciekawie, a autorka rozbudziła moją
ciekawość, bo wiele wątków pozostało niezakończonych. Tak samo jak w przypadku
kontynuacji – dowiedzieliśmy się wiele, ogrom
spraw wyszedł na jaw i wszystko składa się w spójną całość. Akcja już od
samego początku trzyma w napięciu – nie ma czasu na chwilę oddechu, bo
bohaterka już od pierwszych stron zdradza swoje wątpliwości. Każda strona może
przynieść coś zaskakującego i nowego, a dzięki temu drugi tom Firebirde’a czyta się w tempie ekspresowym.
Dziesięć
tysięcy słońc nad Tobą nie jest ambitną lekturą, nie wniesie do waszego
życia żadnych nowych, świetnych prawd. Nie jest to też seria, która może
spodobać się wszystkim, bo ma swoje wady. Jest to lekka, wciągająca w swój
świat lektura, która może być dla Was idealną powieścią na nudny wieczór. Ja
czekam na kolejny, trzeci już tom.
oficjalna recenzja dla portalu Papierowe motyle.
