Dziedziczka jeziora to kolejna
powieść autorki bestsellerowej Magoni. Tym razem Headley zainspirowała się staroangielską
historią, epickim poematem nieznanego autorstwa. Chodzi mi dokładnie o
Beowulfa, który pokonał potwora i jego matkę, a dzięki heroicznym czynom mógł
zasiąść na tronie i rządzić swoją krainą. Jednak pewien chłop obudził smoka,
który niszczył wszystko, co stanęło na jego drodze. Tytułowy bohater pokonał
potwora, ale zmarł z powodu ran, jakie poniósł w walce.
Bohater, potwór,
śmierć, pogrzeb. Wszystko proste i logiczne, klasyczna pieść opiewająca
bohatera. Jednak w Dziedziczce jeziora
nic nie jest jednoznaczne. Jest to historia wielowarstwowa, zagmatwana,
momentami dziwna i niesamowicie specyficzna. Przed przystąpieniem do lektury
warto poczytać o Beowulfie, bo to trochę rozjaśnia w głowie. Autorka
inspirowała się poematem co widać, jednak jej książka ma w sobie coś więcej.
Dwie matki.
Willa, która ma bogatego męża, właściciela wielkiego, prywatnego miasteczka
Hertot Hall, położnego u szczytu góry. Kobieta
idealna, która opiekuje się synem Dylanem. Ma wszystko, czego zapragnie. Druga
z nich to Dana, weteranka wojenna, której egzekucje oglądały miliony ludzi.
Jednak ona przeżyła i urodziła syna, Grena, którego nie planowała, z którym
mieszkają na starej stacji kolejowej, ukrytej w górze przed całym światem.
Obserwują życie w Hertot Hall. Dwie różne kobiety, żyjące w innych świata. Obie
pragnące uchronić synów przed światem i niebezpieczeństwem; każda na swój
sposób. Gdy jednak Dylan ucieka ze strzeżonej fortecy, jakim jest Hertot Hall,
a towarzyszy mu Gren, życie obu kobiet splata się ze sobą już na zawsze.
Mam problem z
oceną tej książki i chyba jeszcze nigdy nie czytałam powieści, którą tak trudno
wtłoczyć w ramy konwencjonalnej skali ocen. Chociaż autorka inspirowała się
wspomnianym wyżej poematem i umieściła go we współczesności, to bardziej niż na
akcji, skupia się na bohaterach. Narracja przeskakuje pierwszej osoby na trzecią i nigdy nie
wiadomo, jaki sposób wybrała autorka akurat w tym rozdziale, aby zajrzeć do
umysłów bohaterek. Jeszcze w innych wypowiadają się matki, które tak naprawdę
dbają o „dobre imię” wszystkich w Hertot Hall oraz duchy, pradawne istoty,
które od lat mieszkają w górze. Pojawia się także funkcjonariusz Wolf, który
jest tym rycerzem, ale podczas lektury miałam wrażenie, że schodzi on na dalszy
plan – napędza historię, nadaje jej bieg, ale to nie na nim skupia się cała
uwaga czytelnika. Czy autorka charakteryzuje dokładnie bohaterki? Nie są one
idealne, wręcz przeciwnie, mają ogrom wad, ale Healdey nie podaje wszystkiego
na tacy. Aby dowiedzieć się, jakie Willa i Dana są naprawdę
Dziedziczka jeziora nie jest to
typowa fantastyka, raczej dramat wymieszany z realizmem magicznym. Lektura
wymaga skupienia i zaangażowania. Czasami wprawia w zdumienie, czasami obrzydza
lub wywołuje łzy. Autorka prezentuje nam całą gamę emocji, jednak to te
negatywne wypływają na pierwszy plan. Czytając, ma się uczucie odrealnienia, a Headley
pokazuje nam świat innymi oczami. To tak, jakbyśmy obserwowali coś dziwnego,
ale mogli sięgnąć głębiej, dalej, aby odnaleźć sens. Nie da się tej książki
jednoznacznie ocenić: dobra/zła/średnia. To opowieść wielowarstwowa,
naszpikowana emocjami i uczuciami bohaterów; to opowieść o miłości matki do
dziecka, o zapomnieniu o własnym ja, ale także to historia o pieniądzach i
braku umiaru we władzy i sławie. To książka o kontroli, o sensie życia. Dziedziczka jeziora nie jest powieścią
łatwą, w którą wpada się jak śliwka w kompot. Wymaga ona czasu i zaangażowania.
Nie spodoba się wszystkim – wielu osobom wyda się nudna i nieciekawa, ale ich
też rozumiem. Niemniej, jeżeli szukacie niekonwencjonalnych książek, to ta
autorstwa Mari Dahvany Headley powinna wam przypaść do gustu.

