
Niektórzy zrobią wszystko, aby choć na chwilę zabłysnąć i
ogrzać się w blasku sławy. I chociaż show biznes nie wydaje się być trudny do
podbicia, bo przecież można tylko ładnie wyglądać lub wywoływać skandal za
skandalem, to zaistnienie w świecie książek jest jeszcze gorsze. Trzeba mieć
niebywały talent i szczęście (bo wiele utalentowanych autorów pisze do szuflady
bo nie są w stanie się wybić). Albo być osobą niebywale kontrowersyjną,
wzbudzającą skrajne emocje lub pisząca tak, że wywołuje grymas przerażenia na
twarzy. Jednak czasami ta sława odchodzi w mgnieniu oka, a kolejne powieści nie
są na tyle ‘dobre’, aby znowu nazwiska autora ukazało się na nagłówkach gazet. A autor chcę więcej. Do czego jest zdolny się
posunąć, aby bardziej zainteresować sobą ludzi z literackiego półświatka?
Owen Quine należy właśnie do tego typu ludzi. Człowiek,
który zaistniał dzięki jednej książce, ma nadzieje na więcej. I stara się
zrobić wszystko, aby ponownie stanąć na pienie stale. Obsmarowuje w książce
swoich kolegów z branży, notabene od niego sławniejszych , i znika. Choć na
początku nikt się nie niepokoi, bo takie zagrania są dla niego chlebem
powszednim, to po pewnym czasie jego żona zaczyna się niepokoić i zgłasza się
do Cormorana Strike’a, którego kariera od momentu rozwiązania sprawy Luli
Landry ruszyła z kopyta. I chociaż detektyw bod pewnego czasu bierze się za
bardziej dochodowe sprawy, postanawia pomóc tej kobiecie. Czy uda mu się
rozwiązać zagadkę?
Oczarowana Wołaniem
Kukułki, z wielką niecierpliwością czekałam na premierę Jedwabnika. W dodatku grupa Wydawnicza Publicat zrobiła mi miłą niespodziankę-
egzemplarz znalazła się jeszcze przed premierą w moim domu. I chociaż
przeczytałam powieść w ciągu kilku dni, to każda opinia, jaką napisałam wydała
mi się niewystarczająca.
Już od pierwszych stron czułam ile pracy autorka musiała
włożyć w tę książkę. Idealnie wpasowała się w klimat starych kryminałów, gdzie
wszystko było dopracowane w najmniejszych szczegółów, żaden moment nie pojawił
się przypadkowo, a każdy krok i gest był idealnie zaplanowany i miał coś na
celu. Od razu wpadłam w świat wykreowany przez autorkę.
Nie wyobrażałam sobie, że aż tak mogłam się stęsknić za
Cormoranem i Robin, którzy razem tworzą trochę dziwny, ale jednocześnie bardzo
zgrany zespół. Oboje oddają się śledztwu, zaniedbując inne sprawy jak i w
przypadku Robin, obowiązki domowe, zwłaszcza że wielkimi krokami zbliża się jej
ślub. A Matt jest nie jest zadowolony z obecnej posady swojej dziewczyny.
Uważa, że w gabinecie Cormorana jest niedoceniania.
Intryga, którą wymyśliła autorka, była w każdym calu
wciągająca. Do ostatnich stron nie wiedziałam kto i dlaczego. Moje podejrzenia
padały na wszystkie postacie, które nawinęły się pod rękę. A gdy Strike był już
bliski rozwiązania zagadki , ja nadal byłam w ślepym zaułku i głowiłam się nad
każdym podejrzanym, bo może na coś wpadnę. Na koniec autorka, ustami Strike’a wyjaśniła
całą zbrodnię i motywy.
Jedwabnik jest kryminałem, które zasługuje na uwagę i
zapamiętanie. Od dawna na rynku nie pojawiło się nic takiego, co można
byłoby z czystym sercem porównać do
starych kryminałów, w których lubuje się wielu czytelników. Gorąco polecam
wszystkim. Nawet tym, którym Harry Potter nie przypadł do gustu. Rowling
pokazała że równie dobrze radzi sobie w świecie bez magii, gdzie zbrodnie są
całkowicie realne.
Za książkę bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!