Pszczoły to stworzenia niezwykłe. Pracują od rana do nocy. Każda z nich ma swoją rolę, którą musi spełnić. Są pszczoły robotnice, niańki, "grabarze" czy damy dworu królowej. Razem tworzą jedną, wielką, zgraną społeczność. Nadają światu kolory; bez nich byłby szary i smutny. Żądlą tylko w konieczności, gdy są zagrożone, a robią to z wiedzą, że to ich zabije. Ludzie powinni brać z nich przykład, nie zabijać, ale im pomagać. Pszczoły produkują miód, który jest idealnym środkiem leczniczym i konserwującym. Czyż to nie są wspaniałe stworzenia?
Lilly nie wiedzę szczęśliwego życia ze swoim ojcem, którego nazywa T. Reyem. Nie myśli o nim nawet "tato". Musi sprzedawać owoce przy drodze, chodzi w brzydszych ubraniach, nie ma koleżanek. Niby nic, ale dziewczyna musi żyć z wiedzą której nienawidzi. Zabiła swoją matkę. Wystrzeliła z pistoletu. Lilly nic nie pamięta; wspomnienia z tego dnia zlewają się w jedno.. Jedynym jej pocieszeniem są rzeczy mamy, które odnalazła na strychu i ukrywa przed T, Reyem, zwłaszcza obrazem czarnej Madonny.
Pewnego dnia Lilly, razem ze swoją opiekunką Rosaleen wybiera się do miasta, aby ta mogła zarejestrować się jako wyborca. Kobieta od wielu, wielu dni ćwiczyła swój podpis. Niestety, Karolina Południowa pełna jest w tych czsach uprzedzeń wobec czarnych. Rosaleen zostaje pobita przez trzech opryszków, a policja nie ma zamiaru jej bronić. Lilly postanawia działać. Pomaga uciec swojej opiekunce i razem wyruszają w drogę do Tibourn, do miasta, w którym dziewczynka chcę znaleźć ślad swojej matki.
Po Czarnych Skrzydłach Sue Monk Kidd podeszłam do Sekretnego życia pszczół z wielkimi oczekiwaniami. Nie przyjmowałam do wiadomości że pierwsza powieść autorki, okrzyknięta bestsellerem może mi się nie spodobać. Słyszałam, że nie wolno mieć wielkich oczekiwań wobec książki, bo zazwyczaj się rozczarowujemy. Tutaj było inaczej; byłam zaskoczona i owszem, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Wydaje nam się, że żyjemy w świecie cywilizowanym, w którym nie ma uprzedzeń. Jednak nie jest on taki od dwóch, trzech dni a nawet od miesiąca. Tylko od wielu, wielu lat. Nie razi nas czarny człowiek na ulicy. I gdy myślimy o roku 1964 to uważamy że już wtedy Ameryka powinna stać na tak wysokim poziomie, że każdy człowiek mógłby czuć się w niej bezpiecznie, a Amerykanie są ludźmi tolerancyjnymi. Niestety, nic bardziej mylnego. Sue Monk Kidd w swojej powieści pokazała jak naprawdę czuli się czarni w Karolinie Południowej. Chociaż mieli prawo głosu, nie mogli stawić się w lokalu wyborczym bez pomruków dezaprobaty białych; lokale, kościoły, sklepy i szkoły były podzielone na :ich i nasze. I nie można było przekroczyć tej umownej granicy.
Autorka zasługuje na wielki plus za pracę, jaką włożyła w powieść. Nie raz już od pierwszych stron widać że pisarz olał sobie sprawę pisząc dyrdymały i w banalnie prostych sprawach kolokwialnie mówiąc "daje ciała". Autorka poruszyła mało znany temat hodowli pszczół. Nie wiele osób się na nim zna, a Sue Monk Kidd wiele czasu poświęciła aby poznać pszczoły, ich obyczaje, sposób wytwarzania miodu i pracy pszczelarzy, przez co jej powieść poszerzyła moją wiedzę i w tej dziedzinie. Już sama bibliografia którą autorka umieściła na ostatnich stronach pokazała, ile czasu musiała poświęcić, aby wszystko dokładnie poznać.
Sue Monk Kidd stworzyła książkę piękną, prawdziwą i wstrząsającą. Otworzyła mi oczy na wiele spraw, których wcześniej nie dostrzegałam. Ludzie, którzy sprowadzeni do Ameryki byli siłą, których rodziny żyły wiele, wiele lat na obcej ziemi, oni nie mogli czuć się bezpiecznie. Nie mogli być pełnoprawnymi Amerykanami. Jeżeli chcecie poznać sytuacje Afroamerykanin bez wahania sięgajcie po Sekretne życie pszczół.
Po Czarnych Skrzydłach Sue Monk Kidd podeszłam do Sekretnego życia pszczół z wielkimi oczekiwaniami. Nie przyjmowałam do wiadomości że pierwsza powieść autorki, okrzyknięta bestsellerem może mi się nie spodobać. Słyszałam, że nie wolno mieć wielkich oczekiwań wobec książki, bo zazwyczaj się rozczarowujemy. Tutaj było inaczej; byłam zaskoczona i owszem, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
![]() |
| autorka źródło |
Wydaje nam się, że żyjemy w świecie cywilizowanym, w którym nie ma uprzedzeń. Jednak nie jest on taki od dwóch, trzech dni a nawet od miesiąca. Tylko od wielu, wielu lat. Nie razi nas czarny człowiek na ulicy. I gdy myślimy o roku 1964 to uważamy że już wtedy Ameryka powinna stać na tak wysokim poziomie, że każdy człowiek mógłby czuć się w niej bezpiecznie, a Amerykanie są ludźmi tolerancyjnymi. Niestety, nic bardziej mylnego. Sue Monk Kidd w swojej powieści pokazała jak naprawdę czuli się czarni w Karolinie Południowej. Chociaż mieli prawo głosu, nie mogli stawić się w lokalu wyborczym bez pomruków dezaprobaty białych; lokale, kościoły, sklepy i szkoły były podzielone na :ich i nasze. I nie można było przekroczyć tej umownej granicy.
Autorka zasługuje na wielki plus za pracę, jaką włożyła w powieść. Nie raz już od pierwszych stron widać że pisarz olał sobie sprawę pisząc dyrdymały i w banalnie prostych sprawach kolokwialnie mówiąc "daje ciała". Autorka poruszyła mało znany temat hodowli pszczół. Nie wiele osób się na nim zna, a Sue Monk Kidd wiele czasu poświęciła aby poznać pszczoły, ich obyczaje, sposób wytwarzania miodu i pracy pszczelarzy, przez co jej powieść poszerzyła moją wiedzę i w tej dziedzinie. Już sama bibliografia którą autorka umieściła na ostatnich stronach pokazała, ile czasu musiała poświęcić, aby wszystko dokładnie poznać.
Sue Monk Kidd stworzyła książkę piękną, prawdziwą i wstrząsającą. Otworzyła mi oczy na wiele spraw, których wcześniej nie dostrzegałam. Ludzie, którzy sprowadzeni do Ameryki byli siłą, których rodziny żyły wiele, wiele lat na obcej ziemi, oni nie mogli czuć się bezpiecznie. Nie mogli być pełnoprawnymi Amerykanami. Jeżeli chcecie poznać sytuacje Afroamerykanin bez wahania sięgajcie po Sekretne życie pszczół.
Za książkę dziękuje Wydawnictwu Literackiemu!

