Swego czasu czytałam powieści o tematyce
posapokaliptystycznej niemal cały czas, a potem mój zapał ostygł bo spotykałam coraz
więcej książek dennych, bez potencjału i nudnych i ciągnących się w
nieskończoność. Przez burzę ognia kupiłam ponad rok temu,
postawiłam na półce i o niej zapomniałam, a i nie chciałam pamiętać. W końcu
stwierdziłam że trzeba się za nią zabrać, aby ograniczyć ilość nieprzeczytanych
powieści.
Przodkowie Arii należeli do
szczęśliwców, którzy trafili Reverie, dzięki czemu nie musieli mierzyć się ze
światem, w którym zapanowały burze eterowe, niszczące wszystko na swój drodze.
Technologia posunęła się tak do przodu, że Osadnicy żyją w Sferach, wirtualnym
świecie, gdzie nawet na przypadkowość kamieni mają swoje własne kody. Nie ma
tam strachu, adrenaliny. Jeżeli ktoś chcę zmierzyć się w pojedynku z mistrzem
Judo – wygra, chociaż wcześniej nie miał do czynienia z tym stylem walki. Chcę
poznać Ziemię z epoki starożytności – przenosi się do przeszłości. W tym
wirtualnym świecie nie może zdarzyć się nic złego. Aria wiodłaby dalej spokojne
życie gdyby nie przestępstwo, które „popełniła”, a wszystko dlatego, żeby
dowiedzieć się czegokolwiek o swojej matce, która przebywa w kopule Bliss, z
którą kontakt urwał się kilka dni temu. Aria zostaje wygnana.
| źródło |
Perry wiódł życie w świecie gdzie
burze eterowe były codziennością; gdzie wszyscy musieli walczyć z żywiołem i
być przygotowanym na to, że większość zapasów zniszczy burza i przez zimę będą
musieli głodować. Brat Perry’ego, Vale jest Wodzem Krwi plemienia Fal.
Dodatkowo Peregrine posiada wyjątkowe zdolności. Oczkiem w głowie bohatera jest
jego bratanek, Talon, który tak jak jego matka jest śmiertelnie chory. Pewnego
dnia Perry włamuje się do kopuły, gdzie ratuje życie Arii, ale także naraża
swoje plemię na niebezpieczeństwo. Wkrótce Talon zostaje porwany. Perry wyrusza
w podróż i postanawia zrobić wszystko, aby uratować chłopca.
Drogi obojga bohaterów krzyżują
się. Każde z nich ma swoje plany i cele, ale postanawiają działać razem. Aria
nie poradzi sobie sama w prawdziwym świecie, a Perry nie połączy się z Talonem.
Czy uda im się przejść przez rozległe tereny i dotrzeć do celu?
Książka leżała zapomniana o czym
już wspomniałam. Nie kupowałam kolejnych tomów (chociaż były po przecenie) bo
stwierdziłam że książka może mi się nie spodobać. I pierwsze wrażenie takie
było – akcja była nudna, nie mogłam połapać w wydarzeniach, bohaterach, wszystko było
takie sztywne i dziwne. Stwierdziłam, że dobrze że nie wydawałam pieniędzy na
pozostałe tomy i musze szybko przeczytać Przez
burzę ognia, aby sięgnąć po inne, ciekawsze książki.
Czytałam, czytałam i czytałam i
nagle… bach! Coś mnie wciągnęło, porwało i oczarowało. Nie mogłam oderwać się
od wydarzeń i bohaterów i dobrze że dopadła mnie choroba – mogłam leżeć i
czytać nie przerywając, aby zrobić cokolwiek innego.
Przygoda Arii i Perry’ego
oczarowała mnie całkowicie. Zaczęłam trzymać za nich kciuki, kibicować i
denerwować się razem z nimi. Nie wiedziałam jak wszystko dalej się potoczy,
ciekawość mnie zżerała, ale na ostatnią stronę zaglądać nie zamierzałam. Veronica Rossi stworzyła naprawdę dobry
zaczątek trylogii, zwłaszcza, że zakończyła ten tom wielką niewiadomą.
Jak to w powieściach
postapokaliptystycznych nie brakuje wątku miłosnego. Pomiędzy Perrym a Arią
rozwija się uczucie – od wzajemnej niechęci i odrazy, poprzez przyjaźń i
zrozumienie do miłości. Oboje zdają sobie sprawę że z tego nic nie będzie.
Pochodzą z dwóch różnych światów i żaden nie
zaakceptuje kogoś obcego. Jednak dają się ponieść temu uczuciu, zatracić
się w nim chociaż otaczający ich świat im nie sprzyja. I chociaż wydaje się to
banalna to przyjemnie mi się o nich czytało.
Przez burzę ognia to dopiero początek i chociaż autora popełniła
kilka błędów, to jeżeli utrzyma poziom to cała trylogia będzie bardzo dobra.
Już sama nie mogę doczekać się aż sięgnę po pozostałe częśći.
