Paige razem z garstką ocalałych uciekła z koloni karnej
Szeol I, cudem uniknęła śmierci z rąk Nashiry i jest najbardziej poszukiwaną
osobą w całym SajLo. Tak jak pozostali, musi się ukrywać czym pomaga jej Nick,
jednak dziewczyna nie chcę pozostawać w ukryciu – pragnie, aby świat dowiedział
się o Refaitach. Aby tego dokonać musi zaryzykować i poświęcić wszystko – swoje
życie, miłość, przyjaciół. Jeżeli przegra, zginie. Dziewczyna postanawia wrócić
do Siedmiu Tarcz i do Jaxona, bez którego nie będzie w stanie urzeczywistnić
swoich planów.
Zamek Mimów to
książka inna od swojej poprzedniczki, ale nadal zawierająca dech w piersiach. W
Czasie Żniw działo się dużo, bardzo,
bardzo dużo, natomiast w tomie drugim akcja rozgrywa się na ulicach SzajLo i
chociaż Paige nie ociąga się realizując swój plan momentami akcja przebiega
bardziej spokojnie. W końcu dane mi było bardziej poznać ulice Londynu,
mim-królowe i mam-lordów i Jaxona, szefa Paige, który tak wiele ryzykował dla
swojego Śniącego Wędrowca, a postacią jest bardzo interesującą. Jest krnąbrny, ma o sobie wysokie mniemanie
nie traci wiary w siebie. Mam nadzieję, że kiedy już dojdzie do ekranizacji to
jego role obsadzą dobrym aktorem, który odpowiednie wejdzie w skórę Halla i
będę mogła zakochać się w nim na nowo, na ekranie.
Główna bohaterka, czyli Paige również bardzo się różni od
siebie z poprzedniego tomu, chociaż akcja Zakonu Mimów rozpoczyna się w tym samym miejscu, w którym Samantha Shannon zakończyła Czas
Żniw. Wydarzenia, w jakich uczestniczyła i jakich świadkiem była w kolonii
karnej na stałe odbiły się w jej osobowości, sprawiły, że stała się silniejsza,
nie boi się wyzwań i stawić czoła wrogowi. Nie waha się ani chwili, aby
zaryzykować dla swoich przyjaciół wszystko, nawet własne życie. Twardo stąpa po
ziemi, każdy jej krok jest przemyślany. Idealna bohaterka antyutopii. Mam
ochotę postawić ją za wzór innym autorkom, które nieudolnie próbują wykreować
postacie odważne i waleczne, a wychodzą im z tego marne mimozy.
A Naczelnik? Mój ulubiony, ukochany Naczelnik? Nie będę wam
wiele zdradzać, ale aby coś się w końcu zaczęło dziać to autorka musiałby wydać
dwadzieścia tomów The Bone Season,
ponieważ to wszystko, co rozgrywa się pomiędzy nimi można by powiedzieć stoi w
miejscu. I chociaż pragnę wrażeń, chcę
poczytać o tej wielkiej miłości jakie pojawiają się w antyutopiach to lubię z
oczekiwaniem śledzić każdą stronę, aby zobaczyć jakikolwiek przejaw uczuć ze
strony Naczelnika.
Mam nadzieję że dane mi będzie poznać kiedykolwiek autorkę i
zamienić z nią parę słów, bo to, co dzieje się w jej głowie manie szalenie.
Trzeba posiadać naprawdę wielką wyobraźnię aby stworzyć taki świat i opisać go
w dziesięciu tomach. Pokazała klasę i zadziwiła wszystkich czytelników już w pierwszej
części, ale w Zakonie Mimów opisała ten świat z innej strony, a dokładnie od strony
SzajLo. Bardzo dużym ułatwieniem w wyobrażeniu sobie tego wszystkiego są mapki,
które znajdują się na początku jak i na końcu książki.
Za książkę dziękuje Wydawnictwu SQN!
