Czy gdzieś w waszej miejscowości znajduje się dom czy też miejsce które wszyscy omijają z daleka i krążą o nim legendy i pogłoski, których nikt nigdy nie zanegował ani nie potwierdził? Takim właśnie domem jest rezydencja sióstr Bolesnych, znajdująca się we Wrocławiu na Lipowej Pięć. I to właśnie w tym domu zamieszkuje Salomea Przygoda, zwykła dziewczyna o niezwykłym imieniu.
Salomea pragnie wyrwać się z domu
rodzinnego – od peror ojca na niemal
każdy temat i od matki, która uważa że w jej córce drzemie ogromny seksapil, który drzemie gdzieś uśpiony i ktoś
musi go u jej pierworodnej rozbudzić. Salomea pragnie w końcu zacząć żyć jak
niemal każda dziewczyna w jej wieku. W
tym celu przeprowadza się do Wrocławia. Salce już lampka ostrzegawcza powinna
zapalić się gdy wymieniła taksówkarzowi ulicę na którą zmierza, a on zaczął
kręcić nosem i odpowiadać półsłówkami, oraz że przechodnie, których pytała o
drogę uciekali w popłochu. Sam widok Matyldy Bolsnej przeraża dziewczynę, a dom
wydaje się dziwny – szmery w radiu i w telefonie, oraz rodwojenie starszej
pani. Dodatkowo – do Salki wprowadza się młodszy brat, zwany przez wszystkich
Niedasiem, który postanowił w chwili narodzin uprzykrzać życie siostrze.
Jest już czerwiec a ja znalazłam
kolejną książka która na stałe wejdzie do grona moich ulubionych powieści. Nomen omen Marty Kisiel to książka która umilała mi poranki w komunikacji
miejskiej oraz popołudnia w tymże. I chociaż bardzo chciałam przeczytać książkę
„na raz”, czas zmienił moje plany. Ale uwierzcie mi na słowo – gdy zaczniecie
czytać nie będziecie mogli się oderwać. Przyrzekam.
Nomen Omen to nie była jaka książka , to książka, którą zachwyciła
się niemal cała blogsfera a sama autorka zyskała rzeszę fanów do listy których
i ja się dopisuje. Pani Marta ma ogromny talent w posługiwaniu się słowem
pisanym, tworząc postacie jak żywe i wydarzenia tak nieprawdopodobne i śmieszne
że przez cały dzień, ba tydzień, na ich wspomnienie na naszej twarzy będzie
gościł bardzo, ale to bardzo szeroki uśmiech.
Salka Przygoda to bohaterka która
jest przeogromnie urocza – nieidealna, taka, której tak jak nam rozmazuje się
tusz, chłopaka poznaje nie odfiołkowana tylko „codzienna”, z wrednym młodszym
bratem, dziwną rodziną i problemami,
które bardzo upodobały sobie dziewczynę i nawiedzają ją z niemal kilka razy
dziennie (mogę przybić piątkę z bohaterką – gdy czytałam o jej nieszczęśliwych
wypadkach czułam się jakbym czytała sama o sobie. Jest to bohaterka, której nie
da się nie lubić.
Miałam pisać o Niedasiu i o
jeszcze jakimś nietuzinkowym bohaterze Nomen
Omen, ale w tej książce wszystkie postacie są nietuzinkowe i tak
niesamowicie oryginalna, że autorka powinna trochę pożyczyć zdolności do
kreowania bohaterów. Zaśmiewałam się do łez z tekstów Adasia, zachowań pań
Bolesnych, przedstawień mamy Salki.
Autorka napisała pełną humoru
książkę w którym również przedstawiła Wrocław z czasów II wojny światowej, gdy
to należał on jeszcze do Niemiec, a w 1945 roku to właśnie przez to miasto
przebiegał front. I chociaż książka rozśmieszała to wspomnienia sióstr
Bolesnych o tym starym Breslau, który to darzyły tak wielkim uczuciem, a który
już niewryci. Autorka przyłożyła się do pracy – przedstawiła ten stary Wrocław
bardzo realistycznie, posługiwała się niemieckim nazewnictwem, przedstawiła
ulice tego miasta w sposób nietuzinkowy i inny… Aż nabrałam ochoty na to, aby
to tam wybrać się na wakacje, przechadzać się ulicami tego miasta, wspominać
tych, którzy dla niego oddali życie. Bardzo często mówi się o mieszkańcach
Lwowa, którzy musieli opuścić swoje domy i uciekać, ale nikt nie wie że
wrocławianie również musieli zostawić całe swoje życie, znajomych, przyjaciół i
rodzinę.
Co do książki Marty Kisiel miałam wielkie oczekiwania
a więc i sam moment rozpoczęcia lektury chciałam celebrować – niestety,
ciekawość zwyciężyła i przeczytałam tę powieść o wiele szybciej niż sama się
tego spodziewałam. Uwierzcie mi – warto. Jeżeli szukacie humorystycznej, dobrze
napisanej wciągającej historii śmiało sięgajcie po Nomen Omen.
