Lilth należy do czarnych postaci religii chrześcijańskiej, o
której głośno się nie mówi. Ja sama dowiedziałam się o jej postaci w czasie
lektury „Lilith” Olgi Rudnickiej i jednocześnie byłam tą kobietą zainteresowana i
przerażona. Pierwsza żona Adama, która została kochanką diabła. Uważana była za
dzieciobójczynię. I chociaż jest to temat bardzo intrygujący, to nie jest dość
popularny w literaturze. Ja, do tej pory spotkałam się z dwiema książkami
których bohaterką jest straszna Lilith i jedną z nich chciałabym wam dzisiaj
przedstawić.
Mam mieszane uczucia co do tej książki. Dawno nie byłam już
tak niezdecydowana w ocenie – bo albo książka była mi obojętna, albo mnie
denerwowała od początku do samego zakończenia, albo mogłabym ją wychwalać pod
niebiosa. W przypadku Lilith. Dziedzictwo było
inaczej. Książka ma swoje plusy i minusy. Niestety, tych drugich jest o wiele,
wiele więcej.
Gdy pojawia się posłaniec z dwiema wiadomościami, dobrą i
złą, zazwyczaj pierwsza, jaką chcemy usłyszeć to ta dobra. I tutaj postąpię w
myśl tej zasady. Co mi się najbardziej w Lilith. Dziedzictwo
podobało? Pomysł. Dziwie się, dlaczego jeszcze nie wszyscy dostrzegli w
kobiecie-demonie przepis na bestseller. W końcu powstałaby książka, która
spełniła by oczekiwania milionów, ale tez pociągnęłaby za sobą setkę marnych
podróbek, które w jednym momencie zalały by rynek. Jednak w powieści … sama
idea wprowadzenia do akcji Lilith bardzo mi się podobała i to ze względu na to
po powieść sięgnęłam. I fabuła również przypadła mi do gustu, chociaż potem
miałam co do niej pewne uprzedzenia. Drugim, wielkim plusem, który uratował
powieść przed moją złością, która w ostatnich rozdziałach zaczynała się
pojawiać to zakończenie. Ostatni rozdział, a dokładnie jego część zbiła mnie z
tropu. Autorka pokazała że ma talent, a sama książka ma olbrzymi potencjał,
jednak trzeba by było poświęcić jej trochę czasu.
Plusy się skończyły i przyszedł czas na minusy. Zacznę od
początku, czyli od pomysłu, którego w książce było zbyt mało. Ja rozumiem, że
to pierwsza część serii, że autorka chciała wprowadzić nutkę zaciekawienia do
swojej powieści, ale motyw Lilith pojawiał się tylko na początku trzech
rozdziałów, a jeżeli nawet już coś zaczynało się dziać to było to zepsute i
szybko się kończyło.
Aby pisać dalej o fabule, muszę przedstawić najpierw
głównych bohaterów. O ile Sha w pierwszych zdaniach książki jawiła mi się jako
bohaterka kompetentna, która na miano bohaterki książki dla młodzieży
zasługuje, to po chwili całe moje to przekonanie opadło. Sha jest
najpiękniejsza na świecie i wszystkim dech zapiera na jej widok. Każdy patrzy
na nią jak na cud świata, a Daniel i Chris … mają w głowie jej obraz niemal
przez cały czas. W dodatku jest zbyt wygadana, uważa się za niewiadomo kogo
(chyba że autorka chciała pokazać jak brak jakiegokolwiek ograniczenia wpływa
na wychowanie dzieci i obrazując to stworzyła postać Sha). I mało tego- walczy
jak mistrz świata wszystkich dziedzin walki – piruety nad przeciwnikiem? Co to
dla niej. No dziewczyna cud. Niestety, nie do końca.
Daniel i Chris to męscy bohaterowie, którzy wcale tacy męscy
nie byli (chyba że ja mam inne pojęcie o męskości – patrz Naczelnik!). Daniel,
syn kucharki Sha pochodzi z biednej rodziny, pracuje po szkole aby odłożyć na
studia i zakochuje się w Sha już od pierwszego wejrzenia, chociaż to ciśnie mu
i dogryza tak, że inny facet od razu by taką dziewczynę zostawił, chociażby
niewiadomo było jak piękna, bo nie pozwoliłby się tak obrażać. Chris natomiast
wychował się w bogatej rodzinie, ma wrednego i oschłego ojca. I również już po
jednym dniu znajomości kocha Sha. Oboje dodatkowo są niebotycznie przystojni, mają
wspaniałe mięśnie i są niesamowicie inteligentni. Jedna wada? Hm, odpowiedzcie
sobie sami.
Autorka prowadziła narracje w trzech osobach – Sha, Chrisa i
Daniela. I tutaj również mam pewne zastrzeżenia : gdyby ktoś podsunął mi jakiś
losowo wybrany fragment książki nie wiedziałabym, kto się w nim wypowiada. A
nie, wróć. Odróżniłabym facetów, którzy o Sha mówili jako bóstwie
niebiańskim. Rozdziałów, pisanych z
punktu widzenia bohaterki było zbyt mało przez co nie można było się w czuć to
co ona przeżywa, co myśli i jak te sny na nią wpływają. Wszyscy sytuacje, które
by świadczyły o czymś paranormalnym opisywane były z punktu widzenia Chrisa lub
Daniela, przez co nie można im się było lepiej przyjrzeć, poznać odczuć Sha. To
wszystko mijało.
Niestety, autorka rozpisywała się o rzeczach nieistotnych.
Pierwsze trzy rozdziały opowiadały o tych samych przeżyciach, ale oczami innych
bohaterów. Ileż można czytać o tym jak Sha nie jest cudowna jak widzi się ją po
raz pierwszy?! Nieistotne sytuacje były zbyt szczegółowo opisywane zamiast zostać
streszczone i pomimo że książka ma te 316 stron, to prawie nic się nie
wydarzyło. Przez tę opisowość miałam wrażenie że wydarzenia rozgrywają się już
z minimum pół roku, a to był dopiero tydzień. Bohaterowie przez cały czas
plątali się między sobą, rozmawiali, do jednego Sha mówiła „Aniele”, na
drugiego tors patrzyła się z oczami wielkimi jak spodki.
Książka miała potencjał ogromny – pomysł jest świetny.
Autorka pisze tak, że całą powieść czyta się szybko, potrafi stworzyć opisy i
sytuacje które wciągają (ostatni rozdział jest tego idealnym przykładem, kto
czytał ten wie), ale powinna jeszcze nad książką popracować, bo ma ona zadatki
na bestseller. Trzeba wszystko tylko dobrze pokierować, zmienić całkowicie
zachowania głównych bohaterów i charakter Sha. I może będę masochistyczna to
sięgnę po część drugą – bo chciałabym zobaczyć jak autorka poradzi sobie w
drugim tomie, gdzie wydarzenia powinny nabrać rozpędu, a sama Sha zmądrzeć.
Za książkę dziękuje Wydawnictwu NovaeRes!
