Znacie „syndrom drugiego tomu”?
Ja znam i to aż za dobrze, dlatego po drugie części trylogii albo serii sięgam
zawsze z delikatnym niepokojem, że autorka miała pomysł na cześć pierwszą i
trzecią, ale na drugą już nie i potraktowała ją jako swojego rodzaju
przerywnik. Rywalki Kiery Cass spodobały
mi się do tego stopnia, że bez chwili namysłu sięgnęłam po drugą część, ale
gdzieś w oddali tliła się iskierka niepokoju. Czy będę mogła odpocząć przy Elicie tak samo jak przy Rywalkach?
Z trzydziestu pięciu dziewcząt,
które przybyły do pałacu zostało sześć. Rywalizacja stała się coraz bardziej zacięta
– w końcu każda z kandydatek widzi siebie u boku Maksona. Nawet America, która
z początku traktowała pobyt w pałacu jako odskocznie od codziennego życia i
bólu po zerwaniu z Aspenem. Niestety, nie może ona się od niego uwolnić. Kogo
wybierze America?
Nigdy nie spotkałam tak bardzo
niezdecydowanej osoby jaką jest główna bohaterka. I chociaż starałam się aby
moja opinia spoilerów nie posiadała to tak się chyba nie da. Ci co czytali
wiedzą że uczucia dziewczyny zmieniały się w zależności od tego z kim
przebywała. Jeżeli była z Maksonem chciała go wybrać już w tej chwili, ale
jeżeli zostawała sam na sam z Aspenem jej uczucia kierowały się ku przystojnemu
gwardziście. I tak przez cała książkę. America miotała się od jednego do
drugiego, każdemu robiąc wielkie nadzieję i raniąc Aspena, który na to wcale
nie zasługiwał. Był cierpliwy i czekał, a wszystkie jej randki z księciem
znosił ze spokojem wymalowanym na twarzy i nie wychodził ze swojej roli.
W Rywalkach nie wydarzyło się niemal nic przełomowego. To część
przejściowa, a prawdziwą akcje autorka zamierza dać swoim czytelnikom w
trzeciej części serii. Ja sama podczas czytania byłam poirytowana dziwnym
zachowaniem Americi, przez które odkładałam czytnik co chwilę. Wiem, że trudno
jej się było zdecydować – z jednej strony miała swoją starą, wielką miłość, z
którą planowała spędzić całe swoje życie. A z drugiej przystojnego księcia
Maksona, który ofiarowywał jej całe swoje serce i królestwo. Był miły,
opiekuńczy i nie chciał jej zranić. Według mnie America powinna podjąć
stanowczą decyzję, albo chociaż nie zmieniać swoich uczuć co godzinę, bo tak to
wyglądało.
Ojciec Maksona nie darzy Americi
sympatią, na pałac napadają rebelianci, America nie może ulokować swoich uczuć.
Nic więcej się w tej książce nie wydarzyło, więc i nie mam zbytnio o czym
pisać. Pierwsza część podobała mi się o wiele bardziej. Podczas lektury Elity także starałam się przymknąć oko
na pewne irytujące mnie aspekty żeby móc tą lekturą się nacieszyć i przy niej
zrelaksować, ale postępowanie głównej bohaterki tak działało mi na nerwy że nie
mogłam już wytrzymać. Co do poasti męskich – zarówno Maksona i Aspena dażę dużą
sympatią, ale w przypadku Elity moja
głos bardziej przechylił się na stronę gwardzisty. Było mi go szkoda, tego, jak
co chwilę był raniony postepowaniem Americi, chociaż i on spowodował jej ból,
zrywając z nią kilka dni przed jej wyjazdem do palacu.
Druga część serii Rywalki cierpi
niestety na „syndrom drugiego tomu”. Mogę być osamotniona w mojej opinii, ale
pierwsza część przewyższa drugą o kilka poziomów – więcej się w niej działo i
była o wiele ciekawsza.