Ta książka jest dla mnie zagadką. I to wielką. Bo chociaż z jednej strony miałam idealny scenariusz filmowy, powieść wciągającą i intrygującą, to czegoś mi w niej zabrakło. Czego?
Vee, jest nastolatką, która
bierze udział w internetowej grze Nerve.
Nikt nie spodziewał się po niej zgłoszenia – jest przecież cicha i posłuszna i
nigdy nie ryzykuje. Ale czy na pewno? Vee postanawia postawić wszystko na jedną
kartę zrobić coś, co do niej nie pasuje. W trakcie gry poznaje Iana, który
staje się jej partnerem. Razem z nim musi stawić czoła coraz to nowych wyzwaniom,
które stają się coraz trudniejsze. Ale czy kuszące nagrody są odpowiednią
ceną za poświęcenie graczy?
O ile sam pomysł internetowej gry
Nerve i jej zasady intrygują i są
czymś nowym w tego typu literaturze to jednak w trakcie czytania poczułam
pewien niedosyt. Miałam wrażenie że autorka nie do końca wytłumaczyła swoim
czytelnikom zasady gry stworzonej przez siebie. Wyzwania, jakie organizatorzy
stawiają przed uczestnikami były ryzykowane, ale chociaż spodziewałam się skoku
adrenaliny i tego uczucia niepokoju, które towarzyszy mi gdy w książce naprawdę
dużo się dzieje to… czułam tylko znudzenie i czasami rozczarowanie. Nie
potrafiłam aż tak oddać się tym wszystkim zadaniom i nie ułatwiła mi tego
pierwszoosobowa narracja Vee, a taki zabieg daje przecież wgląd w uczucia,
myśli i emocje bohaterów, i pozwala bardziej się z nimi zżyć. Jednak nie cała
książka pozbawiona jest emocji – finałowa rudna bardzo mnie zaskoczyła, mogło
się zdarzyć wszystko, a organizatorzy mogli się posunąć nawet do najgorszych
czynów, ale jeszcze bardziej podobało mi się to że każdy z uczestników mógł
mieć swój, indywidualny scenariusz na to, co wydarzy się za chwilę i jak ten
ostatni etap gry się skończy. Muszę też wspomnieć o tym że akcja w Nerve nie
zwalnia ani an moment – bohaterowie cały czas podejmują nowe wyzwania i nie
mają ani chwili odpoczynku. Decyzję muszę podjąć w jednym momencie, bez
zbędnego zastanawiania się i analizowania.
Możliwe że to przez zwiastun już od
pierwszej strony przed oczami miałam Dave’a Franco i Emmę Roberts jako Vee i
Iana i trudno mi było stworzyć swój własny obraz głównych bohaterów. Jednak
według mnie ta dwójka nie była aż tak bardzo barwna i wielowymiarowa. Pomimo
narracji pierwszoosobowej, miałam wrażenie że główna bohaterka jest nudna i
mdła i nie obdarzyłam jej sympatią. Nie irytowała ani nie denerwowała mnie, ale
nie potrafiłam poczuć tego co ona; nie przekazała mi chociaż namiastki tego co
przeżywała w trakcie gry. Odniosłam wrażenie że Vee była kimś innym, a swoje prawdziwe
ja skrywała pod maską codzienności, była skłonna do dużego ryzyka i dosyć
odważna, a wszyscy uważali ją za szarą myszkę.
Jak wspomniałam na samym
początku czegoś mi w tej książce zabrakło. Nie jest ona rewelacyjna, raczej
średnia, ale nie wątpię w to że ma swoich fanów, a kolejnych zdobędzie,
zwłaszcza że film jest już w kinach. Nie jest to też książka którą mogę polecić
albo odradzić. Mam do niej bardzo mieszane uczucia.
Za książkę dziękuje Grupie Wydawniczej Publicat!
