![]() |
| źródło |
Charlie ma przed sobą obiecująca przyszłość – właśnie kończy szkołę, ma
marzenia oraz plany, ale jeden wieczór powoduje że to wszystko, na co tak
solennie pracował, legnie gruzach. W
wypadku samochodowym ginie jego ukochany młodszy brat. Chłopak porzuca swoje
plany i podejmuje się pracy grabarza na cmentarzu, a co wieczór spotyka ducha
Sama i uczy go gry w baseball. Jednak co
się stanie gdy Charlie spotka kogoś, kto przywróci mu radość życia i ponownie
nauczy dostrzegać piękno w każdym kolejnym dniu i w nawet najmniejszych
rzeczach?
Nie oceniam tego filmu zbyt wysoko ani zbyt nisko – miło się go oglądało
i nie uważam czasu który przy nim spędziłam za stracony. Co więc mnie takiego w
nim urzekło?
Charlie St. Could to smutna, ale
zarazem piękna historia młodego chłopaka, który nie może pogodzić się z
odejściem brata. Bo przecież Sam miał przed sobą całe życie, chciał nauczyć się
grać w baseball i dostać się do szkolnej drużyny, tak samo jak jego brat. Los
odebrał mu tę szansę, a Charlie nie może pozbyć się wyrzutów sumienia – bo
gdyby postąpił inaczej jego mały Sammy nadal by żył.
Spodziewałam się że Efronowi
trudno będzie się pozbyć twarzy Troy’a Bolton’a, bo przecież to High School Musical był dla niego
filmowym debiutem. I podczas oglądania Charlie
St. Could byłam mile zaskoczona – Zac zaangażował się w swoją rolę i
dość przekonująco zagrał młodego człowieka, który co wieczór widuje się ze
swoim młodszym bratem. I teraz już inaczej będę patrzeć na filmy z jego
udziałem, bo nie ukrywam, że wcześniej trochę ich się bałam.
W Charlie St. Could pojawia się
smutek, łzy, ale także radość i prawdziwa, braterska miłość. Twórcy postawili
sobie cel – chcieli, aby ten film potrafił zagrać na emocjach odbiorców i muszę
przyznać, udało im się to. Owszem, jest on trochę przewidywalny, ale odpowiedni
zarówno na wieczór z przyjaciółkami, mężem, chłopakiem czy oglądanie w
samotności. Chalrie St. Could to
idealna forma rozrywki, jeżeli nie oczekujemy filmów, które wbiją nas w fotel
swoją akcją i fabułą, ale musimy mieć na uwadze że nie ma tutaj pościgów,
przerażających upiorów czy zakończeń, które wprawiają nas w osłupienie.
Ale pod otoczką dramatu i romansu jest coś więcej – przekaz, że prawdziwa
miłość może pokonać wszystkie przeszkody, a ukochana osoba na zawsze pozostanie
w naszym sercu, nawet jeżeli odejdzie. Świat bez niej nie będzie już taki sam,
ale wspomnienia, który zgromadziliśmy, pomogą nam się uporać z bólem.
Podejrzewam że niektórym ten film do gustu nie przypadnie. Ale mi tak,
chociaż nie postawiłaby mu oceny najwyższej możliwych.
Tytuł: Charlie St. CouldRok produkcji: 2010Reżyseria: Burr SteersOcena: 7/10

