Wyspa
odcięta od świata, a na niej skłócona rodzina. Każdy ze swoimi sekretami,
tajemnicami, romansami i zdradami. Każdy mógł mieć powód, by zamordować
pozostałych.
Członkowie
bogatej rodzinie Spyropoulosów, z greckimi korzeniami, przebywają na Wyspie
Ptaków, w ich prywatnej posiadłości. Zaraz po weselu syna, zjawił się tam
Wiktor, głowa rodu, wraz ze swoją kochanką i sekretarką – Olą. Gdy młode
małżeństwo postanawia spędzić miesiąc miodowy na rajskiej wyspie, zabiera ze
sobą matkę i siostrę mężczyzny, aby gniew ojca skupił się na nich. Wiadomo, że
Wiktor nie będzie zadowolony z takiej niespodziewanej wizyty. Poza nimi w rezydencji
przebywa lokaj, gosposia, a niedługo przybyć ma również prawa ręka w firmie
oraz siostra seniora Spyropoulusów, wraz z nowym kochankiem. Każdy z nich
ukrywa swoją prawdziwą twarz, a w swoim towarzystwie nie mogą wytrzymać. Pieniądze
są dla nich najważniejsze, bez nich nie wyobrażają sobie życia.
Gdy
po kłótni ginie sekretarka Wiktora, na wyspie rozpoczynają się poszukiwania.
Niestety, nadchodząca burza odcina mieszkańców od świata, a ktoś stara się
całkowicie pozbawić kontaktu z lądem. Młoda Aleksandra zostaje znaleziona
zamordowana, a na mieszkańców wyspy pada cień strachu. Wśród nich jest zabójca.
Wszyscy patrzą na siebie podejrzliwe, boją się tej drugiej osoby.
Jestem
zakochana w kryminale Agathy Christie Dziesięciu
Murzynków. Wielu z Was, może znać go już pod innym, bardziej poprawnym
tytułem I nie było już nikogo.
Pamiętam, jak kilka lat temu zarwałam noc, aby dowiedzieć się kto jest zabójcą.
Tajemniczy i mroczny klimat wyspy odciętej od świata, z niemal zupełnie sobie
obcymi ludźmi oczarował i przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Gdy moja
koleżanka poleciła mi Pustułkę, nie mogłam obok tej książki przejść obojętnie.
Lubię
powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Miałam trochę obaw przed jej debiutem kryminalnym, zwłaszcza, że wcale nie
łatwo jest zbudować odpowiedni klimat, mylić tropy i zwodzić czytelnika za nos.
I muszę przyznać, że Pustułka to nie
jest książka bez wad; dla bardziej dociekliwych odgadnięcie kto jest mordercą i
dlaczego zabija, może być proste, ale ja podczas czytania kryminałów, poddaje
się akcji i czekam na rozwój wydarzeń. I nawet jeżeli mam rozwiązanie podane na
tacy, to i tak nie wierzę w to, żeby ta dana osoba zabiła. W Pustułce nie mogłam się tego również
domyślić. Śledziłam losy bohaterów, odnajdywałam kolejne trupy wraz z
bohaterami, bałam się z nimi, nie potrafiłam zaufać nikomu. Z kryminałem pani Miszczuk spędziłam naprawdę ciekawe
chwile, pełne napięcia. Nie mogłam się od niej oderwać, aż pożałowałam, że
kolejka u lekarza tak szybko przesuwa się do przodu. I lekki język i akcja,
która szybko biegnie do przodu, nie ułatwiają oderwania się od powieści.
Podsumowując,
Pustułka to nie jest arcydzieło, ale
czyta się ją przyjemnie i szybko. Fani mrocznego klimatu powinni znaleźć w niej
coś dla siebie.
