W miejskim lasku zostają odnalezione
zwłoki młodej kobiety. Została brutalnie zamordowana i zgwałcona. Tuż obok
ciała znaleziono kartkę niewyraźnym }napisem – Odium, które nic nie mówi
policjantom. Gdy Jan Bury, który zajmuje się śledztwem, przyjeżdża na miejsce
zbrodni jest w szoku. Dodatkowo mężczyzna musi zmierzyć się ze swoimi
prywatnymi problemami. Śledztwo jest trudne, poszlak brak, ale gdy zostają
odnalezione kolejne zwłoki, komisarz wie, że ma do czynienia z seryjnym
mordercą.
Postacie, jakie zaprezentowała autorka
są sztuczne, nienaturalne. Nie da się och określić jakimiś cechami charakteru,
bo z ich wypowiedzi, zachowania czy nawet przemyśleń nie można tego wysnuć.
Jedynie komisarza Burego nie mogłam znieść, bo był wręcz odpychający. Rozdziały
prowadzone są w dwóch liniach czasowych – pierwsza to teraźniejszość,
odnalezienie zwłok, śledztwo. Druga to przeszłość, podczas której czytelnik
poznaje kobietę, Aśkę Sklaską, która, jak można się domyślić, jest zamordowaną
kobietą.
Czy na pierwszej randce rozmawiacie o
koledze, który zachorował na białaczkę, a później leciutko, na skrzydłach przechodzicie
do milszych tematów? Nie wydaje mi się. Ale może ja się nie znam. Nie wiem na
jaką bohaterkę chciała autorka wykreować Aśkę, ale jej się to nie udało. Co
dalej? Sam zapis wydarzeń, rozmów, scen. Niektóre były rozwlekane w
nieskończoność i nic nie wnosiły do akcji, a inne opisywane były tylko jednym
zdaniem np. jedli i pili prawie do
wieczora. Później robiło się ciemno, wiec przenieśli się do wnętrza. Artur
rozpalił w kominku, dzięki czemu przyjemny nastrój dalej trwał. Grali w karty,
scrabble i monopoly. Śmiali się przy tym jak małe dzieci 1.
Po
chwili leżenia w milczeniu w kocu wstali i poszli do kuchni. Zrobili wspólnie
omlety, które ze smakiem zjedli. Potem popijali kawę i przyjaźnie dyskutowali
(..). Po godzinie Artur się zebrał i pojechał do pracy 2.
To tylko dwa fragmenty, bo nie zawsze
miałam przy sobie znacznik albo telefon, żeby je zaznaczyć. Podczas lektury
bardzo mnie taki zapis męczył. Nie podobało mi się, że natrętnego klienta
autorka wciąż nazywała per Siwulec nie używając żadnych zamienników.
Powtórzenia również nie ułatwiały lektury, ale irytowały. Bohaterowie
wypowiadali się sztywno, sztucznie i nienaturalne, co mnie niesamowicie
irytowało i znacznie utrudniało wciągniecie się w Odium.
Debiut Katarzyny Grzegrzółki to książka kiepska. Czasami czułam się jakbym
czytała jakieś opko. Smutne jest to, że autorka miała bardzo dobry pomysł na
fabułę, zbrodnię, ale wykonanie już jej nie poszło. Jednak, jeżeli pojawi się
kolejna książka Katarzyny Grzegrzółki,
to sięgnę po nią, aby zobaczyć, czy wypracowała sobie warsztat. Będę za to
mocno trzymać kciuki.
Oficjalna recenzja dla portalu Duże Ka!
