Liczba stron : 267
Wydawnictwo : Rebis
Najpierw chciałam podziękować Ksi za ta książkę. Nie
spodziewałam się ze wciągnie mnie aż tak, że przeczytam ją w ciągu jednego
wieczora. Jeżeli już zaczniecie czytać, nie oderwiecie się. Przynajmniej ja tak
miałam. Książka okazała się wspaniałym oderwaniem od rzeczywistości,
codziennych problemów. Żałuje, ze wcześnie nie spotkałam się z twórczością pana
Carolla. Aż wstyd się przyznać, ale było to moje pierwsze spotkanie z jego
powieścią. No i nie ostatnie. Zamierzam poznać więcej dzieł tego wspaniałego
autora. Zapraszam też do przeczytania recenzji Kasi również o „Krainie Chichów”.
Znajdziecie ją tutaj.
Uwielbienie często może doprowadzić do nieszczęścia, o czym
przekonuje się bohater „Krainy Chichów” Tomasz Abbey. Jest on skromnym
nauczycielem angielskiego, synem sławnego aktora i wielbicielem twórczości Marshalla
France'a. Tomasz postanawia coś zmienić w swoim życiu. Bierze półroczny urlop i
postanawia napisać biografię swojego ulubionego autora. Pomaga mu Saxony urocza
lalkarka, którą poznał w antykwariacie. Również tak jak główny bohater,
uwielbia Marshalla France’a. Po pewnym czasie wywiązuje się między nimi romans.
Oboje postanawiają wyjechać do rodzinnego miasta pisarza, aby tam stworzyć jego
biografię, Spotykają tam córkę Marshalla – Annę, oraz wiele innych mieszkańców
Gallen. Saxony i Tomasz nawet nie spodziewają się, co ich tam spotka. I pomimo
pozorów, nie będzie to wcale miłe.
Fabuła powieści była dla mnie bardzo wciągająca, chociaż
początkowe rozdziały mnie osobiście nudziły. Jednak w momencie wyjazdy
bohaterów do Gallen, akcja zaczyna się rozkręcać. I to powieść zaczęła mnie
mocno „trzymać”. I nie pozwoliła mi iść spać dopóki nie przeczytam ostatniego
zdania. Powieść jest bardzo tajemnicza.
Niekiedy mieszkańcy powiedzą jedno zdanie, słowo za dużo, co sprawia że
czytelnik zaczyna dociekać o co w tym wszystkim chodzi. I czyta dalej, szukając
wyjaśnienia zagadki. Z czasem wszystko się komplikuje i miesza, nie wiadomo o
co chodzi gallenczykom. Bo czy można cieszyć się z śmierci małego chłopca? Albo
wiedzieć czy na pewno umrze? Saxony i Tomaszowi wydaje się to bardzo podejrzanie,
jednak nadal zajmują się pisaniem biografii Marshalla. Prawda spada na
czytelnika jak grom z jasnego nieba. Nagle dowiaduje się wszystkiego, wie co
mieli na myśli mieszkańcy, oraz dlaczego Anna tak nalega, aby jej ojciec
przedstawiony był w sposób bardzo realistyczny. Jednak to nie zmniejsza chęci
do czytania, a wręcz sprawia, ze coraz bardziej chcemy poznać zakończenie historii.
Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Narratorem powieści jest Tomasz Abbey, co bardzo mi się
spodobało. Taka narracja pozwala bliżej poznać bohatera, zrozumieć motywy jego
działania, wejść w jego skórę i z nim przeżyć wszystkie przygody. Jednak pomimo
tego, w pewnym momencie nie mogłam zrozumieć postępowania bohatera. W jednym
momencie mówi że kocha dziewczynę, a chwilę potem zdradza ją, podczas jej
nieobecności. Przez prawie cały czas jego pobytu w Gallen zdradzą tą, którą tak
bardzo kocha. Możliwe, ze jego zachowanie bardzo mnie zraziło dlatego że dla
mnie w związku zaufanie, szczerość i wierność są najważniejsza. Nie powinno się
ingerować w uczucie innych, tak jak zrobiła to Anna, oraz pozwalać aby ktoś
wszedł w związek z butami i wszystko popsuł. Jednak bohater później
zrehabilitował się w moich oczach, ale zawsze czułam do niego nić sympatii,
nawet podczas jego notorycznych zmian. I zdradziłam fragment fabuły, jednak
zrobiłam to, aby zachęcić wszystkich jeszcze bardziej do przeczytania „Krainy
Chichów”.
Moją ulubioną bohaterką była Saxony. I może z powodu jej
imienia, po przeczytaniu kilka pierwszych kartek, wyobraziłam sobie ze cała
akcja dzieje się na początku XX-o wieku. Długo zajęło mi przestawienie się na
to, iż wydarzenia rozgrywają się w czasach nam współczesnych. Możliwe ze
zmyliło mnie też imię i nazwisko autora, które dla mnie brzmi staro angielsko.
Jednak wracając do bohaterki – od początku zawładnęła ona moim sercem.
Współczułam jej bardzo, gdy Tomasz ją zdradzał i to z jej powodu nie jestem
mogę odżałować zakończenia. Saxony była wsparciem dla Abbey’a, towarzyszyła mu
i pomagała, chociaż nie potrafił tego z początku docenić. Sam Tomasz budził
sympatię, chociaż na początku wyglądał na ofermę i ofiarę losu. Dopiero potem
pokazał swoje prawdziwe oblicze. Nie przestraszył się prawdy, był bardzo
inteligentny. I to nie sercu zaufał, co sprawiło, ze książka skończyła się dla
mnie zaskakująco oraz niesprawiedliwie. Jednak ten spektakularny koniec właśnie
zachęcił mnie do kolejnych powieści Caroll’a. Anna, córka Marshall’a France’a nie wzbudziła
mojej sympatii. Mogę nawet powiedzieć, że była czarnym charakterem. Już od
samego początku nie przypadła mi do gustu, jednak po tym, co zrobiła,
zniechęciła mnie do siebie całkowicie i nic nie mogło tego naprawić. Potrafiła
doprowadzić do tego, aby jej racja była najważniejsza, miała dominujący
charakter co sprawiało, ze wszyscy się jej słuchali. Pomimo wszystkiego, gdyby
nie była sobą, powieść nie byłaby sobą. Anna nadała „Krainie Chichów” właśnie
tej nuty tajemniczości.
Powieść Caroll’a to powieść idealna. Jest to w pewnym sensie
i kryminał i romans. I niech was nie zrazi to, iż z początku akcja rozwija się
powoli. Warto przemęczyć się te kilka początkowych rozdziałów, aby potem
rozkoszować się resztą ,tą najbardziej fascynującą, tajmeniczą, ekscytującą i
wstrząsającą. Po tej lekturze miałam tzw. „kaca książkowego”. Nie mogłam zacząć
czytać niczego innego, a jak już sięgnęłam po inną książkę, nie mogłam się na
niej skupić, ponieważ według moich odczuć nie dorównywała ani trochę „Krainie
Chichów”.
Reasumując, gorąco wam polecam powieści Jonathann’a Caroll’a.
Spędzicie bardzo miłe chwile, a cała historia na długo zostanie w waszej
głowie. I mam nadzieję, ze tak jak ja, będziecie ją miło wspominać. jest to idealna pozycja dla wielbicieli grozy, humoru oraz absurdu.
Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem. A jeżeli książka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okna i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca.
