Autor : Jodi Picoult
Liczba stron: 459
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Chyba każdy słyszał o Jodi Picoult. Jest ona autorką wielu światowych
bestsellerów, w których zaczytują się ludzie w różnym wieku. Ja też do nich
należałam. Kiedyś uwielbiałam jej powieści, jednak od dłuższego czasu nie
przepadam za twórczością pani Picoult. Nie potrafię sobie przypomnieć fabuły
ani jednej powieści, oprócz „Bez mojej zgody”, ale tylko dlatego, ze bardzo
spodobał mi się film. Jednak po wielu pozytywnych recenzjach postanowiłam
zapoznać się z najnowszym dziełem „Jeden dzień”
O czym jest cała historia? Najbardziej główną postacią jest
Edward Warren, syn Luka Warrena, który zasłynął tym, ze żył z wilkami 2 lata w
lesie. I przeżył. I od tego momentu rozpoczęła się jego wielka kariera
telewizyjna, a życie medianę zaczęło kwitnąć. Jednak Luke dla swojej pasji
poświęcił wszystko, a dokładniej rodzinę. Żona go zostawiła, a jego ukochany
syn wyjechał do Tajlandii, nie dając żadnego znaku życia. Została przy nim
tylko Cara, ukochana córka Luka. Wszystkim żyje się dobrze. Do czasu wypadku,
po którym pan Warren ładuje w szpitalu w śpiączce. Szanse na przeżycie są małe,
o czym lekarze od początku informują rodzinę. Jednak Cara za wszelką cenę
chciałaby utrzymać ojca przy życiu, na co nie zgadza się Edward, który niczym
syn marnotrawny powraca do domu. Rodzeństwo nie potrafi się dogadać, ale każde
z nich kieruję się miłością do ojca. Co zrobią?
Jodi Picoult nie potrafi mnie już zbytnio zainteresować swoimi
powieściami. „Jeden dzień” czytała długo, a czas poświęcony na tą lekturę
niemiłosiernie mi się dłużył. Jak zwykle autorka przedstwawia problemy które
mogą spotkać każdego z nas. W tym przypadku jest to decyzja o losach drugiego człowieka,
bardzo bliskiego, w końcu ojca. Każde z rodzeństwa kocha go na swój sposób.
Cara która to przy Luku dorastała, chciałaby go mieć przy sobie. Edward, który
notabene odwrócił się od ojca, chcę zrobić to, czego on sam by sobie życzył. I
powstaje konflikt, w który zamieszany jest nawet nowy mąż matki Edwarda i Cary.
Jednak po przeczytaniu powieści ze autorka chyba straciła zapał. Książka , jak
wspomniałam, niemiłosiernie mi się dłużyła, niektóre momenty po prostu omijałam.
Najbardziej interesujące były wilki, szczególnie to co sam Luke Warren o nich „opowiadał”.
Wiem, ze może to zabrzmieć dziwnie, bo jak ktoś, kto jest w śpiączce, może cokolwiek
opowiadać. Kto choć raz przeczytał dzieło Picoult, wie że każdy z jej bohaterów
ma „prawo” głosu. I wszystko jasne.
Pomimo tego, ze sama fabuła wydaje się interesująca,
niektóre momentu wcale nie pasują do książki, albo wydają się mało prawdopodobne.
Ale to w końcu Stany, tam nawet wilka można wprowadzić do szpitala i wszystkim
wmówić ze jest psem przewodnikiem. Mi bardzo spodobał się wątek historii Luka i
jego syna, Edwarda. Autorka w bardzo uderzający sposób przedstawiła miłość
dzieci do swoich rodziców i na odwrót. Czytając, możemy zobaczyć jak dziecko
cierpi, gdy nie może poczuć że jego guru nie potrafi go zrozumieć. Działa to w
drugą stronę. Rodziców także boli brak zafascynowania, nawet najmniejszego
zainteresowania pracą, jaką wykonują. To wszystko się piętnuje i zazwyczaj kończy
się nieszczęśliwie.
Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie. Pomimo wszystkich pozorów
i spekulacji, nie było wielkiego, tragicznego końca. Nie płakałam, a nawet się uśmiechnęłam.
Jeżeli jesteście fanami Picoult śmiało czytajcie. Jednak
jeśli nie jesteście przekonani do autorki, serdecznie polecam powieść, która
wspomniałam na początku „Bez mojej zgody”, a dopiero później „Jeden dzień”, ale
sobie zbytnio nie „obrzydzić” jej twórczości.