Czasami fajnie zanurzyć się w inny, magiczny świat, wykreowany przez kogoś innego. Poznać bohaterów, ich przeszłość, przyszłość, przeznaczenie. Patrzeć na rozwijającą się między nimi miłość. I chociaż takie książki są do bólu przewidywalne, a na rynku czytelniczym pojawiło się ich całe multum (i jak można się domyślić, nie wszystkie są dobre) to mam do nich małą słabość. I gdy ostatnio zapragnęłam poznać właśnie taką powieść sięgnęłam po Bursztynowy dom, Kriste Cast, która znana jest głównie z cyklu Dom nocy.
Furie, trzy siostry, które władają
życiem lub śmiercią zamieszkują Hades. Do ich zadań należy między innymi
pilnowanie dusz, które zostały uwiezione w Tartarze. I chociaż znajdują się tam
również drobni przestępcy , to w niektórych celach wyrok odsiadują najwięksi
zbrodniarze ludzkości, a ich uwolnienie może oznaczać kres Hadesu i świata,
jaki znamy. Gdy dochodzi do tragedii Furie postanawiają wysłać do walki z potępionymi
duszami, swojego syna, Aleka. Ma mu towarzyszyć Eva, śmiertelniczka, która nic
nie wie o swoim przeznaczeniu.
Mitologię grecką i rzymską kocham niemal
od dzieciństwa, kiedy to na prezent za wyniki w czytelnictwie w pierwszej
klasie dostałam Mitologię dla dzieci.
Ze dwa, trzy lata później odnalazłam na półkach Mitologię Parandowskiego i przeczytałam ją całą
niemal w tydzień. Do tej pory mam sentyment do takich książek, dlatego Bursztynowy dom wydawał mi się idealną
lekturą. Odprężającą, ciekawą.
Niestety, chociaż początek książki naprawdę
mnie zainteresował, a motyw Furii, trzech sióstr zaciekawił to im dalej w las
tym gorzej. Nie wiem czy to wina tłumaczenia czy ta książka już od początku
była zła. Nie wymaga żadnego wysiłku intelektualnego. Bohaterowie, chociaż z
początku wydawać by się mogło że są ciekawi, to niestety, później okazało się
że są papierowi, płascy, bezbarwni i wcale nie porywający. Alek, który miał być
kolejnym bożyszczem z książek, niestety takim się nie okazał. Jego zagubienie w
naszym świecie miało być realistyczne i zabawne, ale wcale takie nie było. W
dodatku bardzo szybko się do życia na powierzchni przyzwyczaił i wiele rzeczy
które powinny, wcale go nie dziwiły. Tutaj napomknę że moment, kiedy to Aleka
dziwiły przeróżne zjawiska, wcale nie był jego pierwszym razem na Ziemi. Miał
odnaleźć swoją towarzyszkę i pomocniczkę, która mitologie traktowała jak zbiór
mitów; coś, w co ludzie już dawno przestali wierzyć. Eva, tak samo jak jej towarzysz,
okazała się postacią bezbarwną i nieciekawą. Pomimo, że to pierwszy tom akcja
toczyła się bardzo powoli. Rozumiem, że to dopiero wprowadzenie do świata
stworzonego przez Cast, ale mnie wcale nie zainteresowało. Dodam, że jeżeli
wszystko będzie się działo tak monotonnie i ślamazarnie, to ilość kolejnych
tomów może być przytłaczająca. Sztuczni bohaterowie, papierowe dialogi,
sztuczne momenty akcji spowodowały, że Bursztynowy
dom wcale nie okazał się ani wciągający, ani interesujący.
Jak dla mnie ta książka, która otwiera
nowy cykl, okazała się bardzo męcząca. Spędziłam nad nią tydzień, siłą
zmuszając się do lektury, chociaż już dawno obiecywałam sobie że muszę przestać
tak robić. W trakcie pisania zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest przypadkiem
skierowana do młodszych wiekiem osób. Sięgając po takie powieści od dawna
kieruje się zasadą „baw się dobrze, nie zważaj na błędy bo ta książka ma Cię
tylko rozerwać”, więc musi być naprawdę źle skoro nie dostrzegam w tej powieści
niemal nic dobrego.
Za książkę dziękuje Grupie Wydawniczej Publicat.
