| źródło |
Małe miasteczko – Gostów. Podwarszawska prowincja. Na tyle
daleko od miasta aby ludzi nie męczyły
spaliny, huk samochodów, tłok ludzi, ale
na tyle blisko że w niedzielne popołudnie można bez problemu podskoczyć na
zakupy do jednej z galerii handlowych. Ci, którzy od lat żyją na prowincji
wiedzą że każde małe miasteczko skrywa swoje tajemnice- mniejsze i większe. Tak
samo jest w Gostowie.
Maria- policjantka z lokalnego posterunku, która odcięła się
od przeszłości. Przez najbliższych nazywana jest Kurczakiem, bo gdy się
urodziła była mała i „nieopierzona”. Mieszka z mamą i z babcią, jednak
chciałaby, aby jej życie było inne. Anita jest żoną Macieja „Brudnego” Borusa.
Od lat bezskutecznie starają się o dziecko. Ich związek powoli popada w rutynę,
a oboje zaczynają mieć siebie dość. Anita pracuje jako pani pedagog, a Maciek w
policji, razem z Marią. Pewnego dnia w Gostowie dochodzi do zabójstwa psa.
Sprawa wydaję się nierozwiązywalna, jednak policja nie spodziewa się że to
dopiero początek. Od zbrodni dopiero wszystko się zaczęło. A pośrodku Maria i
Anita- obie będą musiały zmierzyć się z kłodami, jakie postawi im pod nogi los.
Katarzynę Pisarzewską znam z jej powieści pt „Hello Witka”,
którą recenzowałam jeszcze w ubiegłym roku. Jej humor, język i styl bardzo mnie
oczarowały, dlatego gdy zobaczyłam na półce w bibliotece jej nową powieść bez
chwili namysłu wzięłam ją ze sobą. I gdy już wygodnie rozsiadłam się w moim
ulubionym fotelu, ze świeżo zaparzoną herbatą i z książka w ręku zaczęły się
schody. Po przeczytaniu pierwszej strony mój optymizm drastycznie zmalał.
Dlaczego? Trudno mi to określić. Po przeczytaniu jeszcze kawałka stwierdziłam
że ta powieść nie jest dla mnie i odłożyłam ją na półkę. I leżała tam jakiś
czas, około dwóch tygodni po czym stwierdziłam że czas się wziąć w garść przeczytać
chociaż jedną czwartą, aby cokolwiek napisać i nie ośmieszyć się głupim
stwierdzeniem że przebrnęłam tylko przez kilka stron. I … przepadłam.
Skoro już uroczyłam was historią drogi, jaką przebyła
książka zanim się poważnie wzięłam za jej przeczytanie, trzeba napisać coś
więcej. A co dokładnie? Może wspomnę o bohaterach. Główną osią powieści jest
zbrodnia, ale autorka najbardziej skupia się na Marii i Anicie, których problemy
idealnie wplątują się w fabułę. Dawno nie czytałam tak dobrego polskiego
kryminału. Narracja w książce jest trzecioosobową, co pozwala nam idealnie
poznać charakter bohaterów. Autorka skupia się na przeżyciach Anity i Marii co
sprawia, że postacie wydają się niemal realne i ludzkie. Nic w życiu nie
przychodzi im łatwo, o wszystko muszą walczyć, a los co chwila rzuca im kłody
pod nogi. Nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć Maćkiem, przemówić Marii
do rozsądku i otworzyć Anicie oczy.
Lubię polskie kryminały. Poprzednia powieść autorki wywarła
na mnie bardzo dobre wrażenie, a to wszystko przez zbrodnię. I chociaż
domyślałam się zakończenia, nie ujęło to książce wartości. Inaczej było w
przypadku „Zbiegu okoliczności – od początku nie miałam pojęcia kto co i
dlaczego, dopiero pod koniec zaczęłam się czegokolwiek domyślać, ale jak zwykle
źle obstawiłam mordercę. Ci, którzy czytają moje wypociny wiedzą że marny ze
mnie detektyw i nigdy nie potrafię tak mniej więcej w połowie książki dobrze
obstawić kto jest winny.
Książka pani Pisarzewskiej to wielowątkowy kryminał, którego
bohaterów można pokochać. Nie potrafię opisać emocji, jakie wywołała u mnie
powieść. Mogę tylko powiedzieć że ze swojej strony gorąco polecam. Jest to
idealna powieść na zbliżające się jesienne wieczory, kiedy to noc zaczyna się
robić dłuższa niż dzień.
Książka bierze udział w wyzwaniu : Polacy nie gęsi, Pierwsze słyszę, Czytamy powieści obyczajowe