| źródło |
Nazwisko tej pani nie raz i nie dwa rzuciło mi się w oczy :
w księgarni, podczas przeglądaniu blogów… I pomimo samych pozytywnych recenzji
jakoś nie mogłam się zdobyć na to, aby przeczytać któreś dzieło Greogry. Jednak
w końcu postanowiłam że muszę spróbować. Jeżeli proza najsłynniejszej autorki
powieści historycznych nie przepadnie mi do gustu to trudno- jakoś to
przeboleje. Czy było aż tak strasznie?
O ‘Wojnie Dwóch Róż’ chyba każdy słyszał. To wtedy korona
Anglii była „przerzucana” z rąk do rąk. Wojna domowa powoli niszczyła jedno
wydawałoby się z najsilniejszych mocarstw ówczesnej Europy. Sojusze zmieniały
się co chwila. Korona jest w rękach Yorków, jednak zła królowa nie zamierza
oddać władzy tak łatwo i czyha ukryta we Francji. W takich czasach przyszło żyć
Annie Neville, której ojciec po wielu bitwach osadził na tronie Anglii młodego
Edwarda, mając nadzieje że będzie mógł łatwo pokierować młodym królem. Jednak wybranka władcy- Elżbieta Woodville krzyżuje
plany Twórcy Królów. Ryszard Neville marzy, aby na tronie Anglii w końcu
zasiadła jedna z jego córek – starsza Izabela albo młodsza Anna. Gdy Edward IV
nie słucha swego opiekuna, ten występuje jawnie przeciwko królowi, wydając
Izabelę za Jerzego, drugiego pretendenta w kolejce do tronu. Anna, młoda
dziewczyna, która została wplątana w walkę o władzę szybko się zmienia. Z
ufnego dziecka staje się kobietą silną i odważną. Wyszła ona za syna złej
królowej, jednak już po roku zostaje wdową, zaraz po tym jak straciła ojca i
matkę, która zamknęła się w klasztorze. Oddana pod opiekę siostry i szwagra nie
może sama decydować o sobie, postanawia więc ponownie wyjść za mąż i sama
pokierować własnym losem.
Książkę czytałam w każdej wolnej chwili i brałam ją ze sobą
niemal wszędzie, przez co moja torba szkolna osiągała takie rozmiary, gdzie
ciężko mi było ja targać ze sobą przez cały dzień. Gdy na przerwie między zajęciami
wracałam do domu, przejechałam mój przystanek i wysiadłam na kawałek dalej,
przez co w rezultacie nie dotarłam do celu.
Oto, jakie sidła roztoczyła wokół mnie Philipa Greogry i jej powieść.
Historię kocham, chociaż mojej przyszłości nie wiążę z tym
przedmiotem. Jest to moje hobby. I chociaż autorka nie odwzorowała się ściśle
na prawdach historycznych, to do napisana powieści używała wielu źródeł. O
głównej bohaterce Annie Neville nie zachowało się zbyt dużo przekazów. Jej
postać trudno był odwzorować jednak pani Greogry sprostała temu zadaniu. Z
racji tego że narracja jest pierwszoosobowa czułam się niczym główna bohaterka.
Razem z nią przeżywałam jej troski, odczuwałam ból i przeżywałam ogromną
radość. Do końca trzymałam kciuki za bohaterkę. Miałam nadzieje że zakończenie
będzie pozytywne, że do Anny Neville uśmiechnie się los. I…?
„Córka twórcy królów” została bardzo dobrze stworzona pod
względem merytorycznym. Każdy z bohaterów nie był wpisany w schemat. Podczas
czytania nie mogłam przewidzieć jak zachowa się na następnej stronie. I
przyznam szczerze, że nie chciałam. Wolałam zaskoczenie. Pozwalało mi to
zachować pewną nutę niepewności, niepokoju, ekscytacji czego zapewnie niejeden
doświadczył czytając jakąś dobrą książkę.
Na koniec powiem że jestem przekonana. Twórczość pani
Gregory na zawsze wpisała się w mój kanon ulubionych lektur. Nie zamierzam
kończyć mojej przygody z Anglią tylko na jednym tomie. Na mojej półce już czeka
kolejny tom, o Elżbiecie Woodvile. Żonie Edwarda IV.
Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Publicat !