„Wiele lat musiało
upłynąć, aby Max zapomniał wreszcie owo lato, kiedy odkrył, właściwie
przypadkiem , istnienie magii”
Każdy z nas ma swoje własne lęki i przeważnie są one
skrywane. Nikt nie przyzna się na głos że boi się pająków, albo że na widok żab
najchętniej uciekłaby na najwyższe drzewo. Jednak niektórzy boją się czegoś
zupełnie nierealnego, czegoś, co dla większości nie istnieje, bo to przecież
tylko bajki czy brednie. Przecież nie można się bać czegoś czego nie ma. A co
jeśli chodzi o magię, która zazwyczaj kojarzy nam się z dobrymi wróżkami,
elfami, matkami chrzestnymi którzy spełniają nasze najskrytsze marzenia, a
jeżeli istnieje już bohater zły, czarny i ogólnie be to ta biała magia go
zawsze pokona? I wszystko skończy się
szczęśliwie.
Max nie chce opuszczać starego domu i przenosić się w
nieznane. Ma niejasne przeczucia, które towarzyszą mu już na dworcu kolejowym,
kiedy to z całą rodziną wysiadają w nowym miejscu. Jak się okazuje-ich dom
należał kiedyś do rodziny Fleishmanów, którym, niestety, los nie sprzyjał. Po
tragicznej śmierci ich syna Jacoba zmarł i budowniczy domu, a jego żona ze
złamanym sercem postanowiła opuścić miejsce, gdzie kiedyś była szczęśliwa. W
nowym miejscu Max i jego siostra Alicja poznają kilkunastoletniego Rolanda,
który pokazuje im miasteczko oraz opowiada historię słynnego statku który
zatonął kilkanaście lat temu. Jedynym z ocalałych jest dziadek Maxa- Victor
Kray, który wdzięczny przeznaczeniu wybudował na nabrzeżu latarnię, aby strzec
wędrowców przed utonięciem. To on opowie młodym historię o Księciu Mgły, który
towarzyszył mu przez całe życie. Jak się okaże- nic nie jest takie jak na
pierwszy rzut oka się wydaję.
Zafon już na wstępie zaznaczył że jest to książka dla dzieci
i młodzieży. Już sama okładka odstrasza, a treść chociaż z pozoru nie wydaje
się przyprawia o dreszczyk. Ja, jako dwudziestolatka bałabym się czytać ją w
nocy (chociaż ja boje się wszystkiego i tak niestety mam już od dzieciństwa,
ale miałam taki etap w swoim życiu że oglądałam wszystkie horrory na jakie
trafiłam i oczywiście nie znałam pojęcia ‘strach’. Do tej pory zachodzę w
głowię jak to się mogło stać). Podejrzewam że nie wszystkie dzieci odebrałyby
ją tak jak powinny. Może wydałaby im się nudną lekturą, napisaną przez jakiegoś
starego dziadka?
| [źródło] |
Wiele recenzji czytałam i wielu zachwytów się nasłuchałam
nad twórczością Zafona, zanim po nią sięgnęłam. Był to wynik braku czas i lęku
bo przecież co jeżeli ten wielki pisarz nie okaże się taki wspaniały i cudowny
jak wszyscy twierdzą? Wolałam więc żyć złudzeniami, ale ile można. Zdałam
sesje, był weekend a w Biedronce promocja. Postanowiłam i kupiłam i zaczęłam
czytać już w drodze do domu. I o mało nie uderzyłam w drzewo.
Zafon nie pisze, on maluje. Słowami tworzy wspaniałe obraz,
który wkradają się do umysłu i nie chcą odejść zaprzątając myśli nie pozwalając
skupiając się na żadnej innej czynności. Dodatkowym plusem w tym dodatku (ale i
tylko w tym) że książka ma mało stron, bo gdyby była dwa razy grubsza nie
spałabym, a rano w szpitalu stawiłabym się z takimi worami pod oczami jakich
jeszcze świat nie widział. Jednak chciałabym żeby była dłuższa bo styl Zafona
uzależnia. Tak, jak narkotyk czy innego rodzaju używki. Żadne słowo nie znalazło się w powieści
przypadkiem- wszystkie mają swój wyznaczony cel aby uwieść czytelnika.
Czy polecam? To jest chyba pytanie czysto retoryczne. I
chociaż sam autor stwierdził że jest to książka dla dzieci ja uważam że jest
odpowiednia dla każdego. Przedstawia świat widziany oczami dziecka, który
powoli zaczyna wkraczać w dorosłość, chcę być mężny, odpowiedzialny, a
jednocześnie jest w nim młodość która nakazuje mu być beztroskim, niewinnym
chłopcem.
