Przepis na najlepszy thriller wcale nie
jest prosty, ale gdy wszystkie składniki już mamy, z talentem do pisania
włącznie, to wydaje się, że bestseller mamy w kieszeni. Niestety, nie zawsze
tak jest. Dlaczego? O tym za chwilę.
Carl Louis Feldman nie jest zwykłym
emerytem i byłym fotografem. Został skazany za zabójstwo młodej kobiety, a
podejrzewano go o jeszcze kilka zbrodni. Z powodu demencji, został uniewinniony
i spędza swoje starcze lata w domu opieki. Jest jednak jedna osoba, która o nim
nie zapomniała. Tajemnicza kobieta, podaje się za jego córkę, jednak z Feldmanem
nie łączy jej żadne pokrewieństwo. Na ten
moment przygotowywała się całe życie, od czasu tajemniczego zniknięcia swojej
starszej siostry, której ciała nigdy nie odnaleziono. Kobieta podejrzewa, że to
Carl zamordował dziewczynę. Postanawia zmusić go do tego, aby przypomniał sobie
o innych zbrodniach, w tym także o jej siostrze, a na końcu…
Carl zdaje sobie sprawę, że kobieta,
która chcę go zabrać na wycieczkę po Teksasie, nie jest jego córką. Postępuje
jednak według zasad ustalonych przez kobietę, a przynajmniej na początku ich
drogi. Później, z każdym przejechanym kilometrem, kobieta będzie zastanawiać
się, kto z nich prowadzi doskonalszą grę.
Papierowe
duchy
wydają się być idealną książka dla mnie, ale coś między nami nie zagrało.
Owszem, jest napisana bardzo dobrze:
intryga, kolejne morderstwa kobiet, gra, która toczy się między narratorką a
Carlem, próba odgadnięcia kto naprawdę kłamię, są intrygujące, ale ja nie mogłam
się w to wciągnąć. Spodziewałam się, że książka Julii Heaberlin wciągnie mnie bez reszty i nie będę się mogła od
niej oderwać. Nic z tego. Okazało się, że między mną, a nią nie zaiskrzyło.
I tutaj pojawia się pewien problem. Nie
lubię gdy książka nie wywołuje u mnie żadnych emocji, a ciekawość w trakcie
lektury oscyluje na granicy 2-3 punktów na 10. Czuje się źle, pisząc tak o Papierowych duchach, bo jest to powieść
dobra, poprawnie napisana, zawierająca wszystko to, co lubię, ale bez tej
iskry, która rozpaliłaby moje czytelnicze, kochające thrillery serce. Książka ma
swoich fanów, których zachwyciła, ale ja się do nich nie zaliczam.
Dlaczego czytałam Papierowe duchy, chociaż nie wzbudziła u mnie wielkiego
zaciekawiania? Chciałam uzyskać odpowiedzi na kilka pytań, które zrodziły się w
mojej głowie podczas lektury, a w dodatku miałam nadzieję, że w końcu zaskoczy
i będę czytać thriller Julii Heaberlin z
wypiekami na twarzy. Niestety, tak nie było, chociaż ostatnie rozdziały były
najbardziej intrygujące i tajemnicze.
Pomimo tego, że książka mnie nie
wciągnęła, nie jest ona zła i o tym pamiętajcie. Może akurat Wam przypadnie do gustu.
Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu W.A.B