MOTYLEK | WIĘCEJ CZERWIENI | TRZYDZIESTA PIERWSZA | Z JEDNYM WYJĄTKIEM | UTOPCE | ŁASKUN | DOM CZWARTY | CZARNE NARCYZY | NORA | RODZANICE
Tytułowe Rodzanice to niewielka wieś, w której znajdują się tylko trzy domy.
W pobliżu, na zamarzniętym jeziorze, zostaje znaleziona zamordowana młoda
dziewczyna, nakryta kocem, jakby morderca nie chciał, aby ofiara zmarzła. To
nie koniec zbrodni – w tym samym czasie ginie dziennikarka i wydaje się, że
Klementyna Kopp ma z tym dużo wspólnego. Niektórzy to nawet byłą panią komisarz
oskarżają o zabójstwo. Dodatkowo, ktoś grozi w anonimowym liście wszystkim
mieszkańcom Lipowa.
Sprawą zajmuje się Daniel Podgórski
(który walczy ze swoim uzależnieniem) oraz matka jego syna, Emilia
Strzałkowska, która zaczęła pracę w wydziale kryminalnym. Mężczyzna wierzy, że
Klementyna jest niewinna.
Co wspólnego z zamordowaniem młodej
dziewczyny ma Junior Kojarski? Jak układa się życie Podgórskiego i co takiego
skrywa policjant? Kto chce się odegrać na Strzałkowskiej? I co ma z tym
wszystkim wspólnego krwawy półksiężyc?
Po przeczytaniu tej części miałam tylko
jedną myśl w głowie „jak mogłeś Danielu Podgórski?!”. Straciłam resztki sympatii
do tego mężczyzny i ich nie odzyskam. Co to, to nie. Choćby nie wie co zrobił,
już nie wybieli się w moich oczach. Nie będzie jednym z moich ulubionych
bohaterów z tej serii. Spadł z piedestału, chociaż długo się na nim utrzymywał.
Zbyt długo traktowałam go z jako uprzywilejowanego. Nie obchodzi mnie już, jak
się potoczą dalej jego losy. Nie i koniec. Nadal gdy o tym myślę, krew mi buzuje, a skończyłam czytać
Rodzanice ze dwa tygodnie temu. Gdy
myślałam, że już się uspokoiłam, jednak nie.
Ta książka to akcja bez trzymanki.
Wszystko biegnie do przodu, wydarzenia szybko następują po sobie i nie ma czasu
nawet na chwilę wytchnienia. Akcja
obejmuje dwa dni, podczas których wydarzyło się bardzo wiele i ogrom pytań
pozostał bez odpowiedzi, przez co na kolejny tom czekam z jeszcze większą
niecierpliwością niż na Rodzanice,
chociaż nie spodziewała się, że jest to możliwe. Gdybym każdą jedną część, sagi o Lipowie miałabym opisać tylko jednym słowem, to w przypadku Rodzanic byłaby to prędkość. Nawet nie
wiem, kiedy te wszystkie strony przeczytałam, wszystko działo się tak szybko,
że chyba na spokojnie będę musiała tę powieść przeczytać jeszcze raz (chociaż
wątpię czy udałoby mi się to zrobić na spokojnie).
Przez te wszystkie tomy, dość dobrze
udało mi się poznać bohaterów. Towarzyszyłam im w ich wzlotach i upadkach;
podczas tych dobrych i złych chwil. Nadal do tych nielubianych zaliczam Emilię
i Pawła. Brakuje mi Marka i mamy Podgórskiego, która była ciepłym duchem
komisariatu. Widzę, że pomysłów pani Puzyńskiej nie brakuje, z tomu na tom jest
ich coraz więcej zwrotów akcji i zagadek, które czekają na rozwiązanie. Muszę
dodać, że każdy kolejny tom trzyma odpowiedni poziom. Rodzanice nie zawiodły moich oczekiwań. Dostałam to, na co
czekałam.