Nazwisko Alice Munro w tym roku nie schodzi z nagłówków.
Dlaczego? To pytanie jest stricte retoryczne. To ona jest literacką laureatką
Nagrody Nobla. Jest uważana za jedną z najlepszych autorek krótkiej formy
wypowiedzi, jakim jest opowiadanie. Jak
do tej poru udało mi się przeczytać jedną jej książkę, w którym umieściła
dziesięć różnych opowiadań. I musze przyznać – jestem pod ogromnym wrażeniem.
„Zbyt wiele szczęścia” jest lekturą podnoszącą na duchu,
chociaż gdy zaczniemy czytać już pierwsze z opowiadań nie przynosi takich
odczuć. Każda z kobiet która poznamy w powieści zmaga się ze swoimi problemami,
stawia czoło przeciwnościom ludziom. Każdą z bohaterek poznajemy bardzo
dokładnie. Czasami autorka już na początku przedstawia charakter, historię i losy
bohaterki. Czasami odkrywa tajemnice powoli, dyskretnie tak że, aby całkowicie
poznać postać musimy przeczytać z uwagą całą historię. I chociaż należy
opowiadaniom poświęcić dużą uwagę, aby wszystko zrozumieć czyta się je niesamowicie szybko i przyjemnie.
Czytanie tej powieści to nie udręka, lecz ogromna przyjemność.
Opowiadania czasami czytałam jednak bez większego
entuzjazmu. Przekonałam się do nich dopiero na lekcjach polskiego, kiedy
omawialiśmy opowiadania Żeromskiego, ale pomimo tego coś we mnie odpychało mnie
od takiej lektury. Gdy dostałam szansę przeczytania książki Munro stwierdziłam
„Koniec z tym”. Mój wybór okazał się słuszny. Lektura otworzyła mi oczy,
pokazała że zawsze należy szukać w życiu szczęścia, nawet malutki kawałeczek,
skrawek. Bo malutkie światełko może wyprowadzić nas na prostą.
Za możliwość przeczytania bardzo dziękuje Wydawnictwu Literackiemu!