| źródło |
Książki pisane na podstawie seriali filmów mają to do siebie
że nie oddają całej prawdy i rzeczywistości. Autor opisuje obraz który widzi na
ekranie telewizora czy też komputera lub innego urządzenia na którym daną
ekranizację ogląda. W przypadku gdy autor widzi całą rzeczywistość w swojej
głowie musi przelać to wszystko na papier tak, aby czytelnik mógł cały bieg
zdarzeń, wgląd pomieszczeń, krajobrazu odtworzyć w swoim „prywatnym kinie”.
Wydaje mi się, że jest to sprawa dosyć trudna. Przyjrzyjmy się jeszcze bardzo
powszechnemu zjawisku, gdy to książka jest ekranizowana. Ja sama jestem fanka
wielu powieści, które już dawno zostały wyświetlone. I gdy czekałam na premierę
zżerała mnie ogromna ciekawość czy dana scena zostanie dobrze wyreżyserowana.
O Tudorach słyszał chyba każdy. Wielki ród panujący w
Anglii. Spiski, skandale, zdrady- na zamku królewskim była to codzienność. I to z winy „miłości” do pięknej Anny Boleyn
Henryk VIII Tudor zerwał z Kościołem Katolickim i wprowadził anglikanizm. O tym władcy
można by mówić wiele, o czym świadczy serial który doczekał się bodajże 3
sezonu.
Chociaż w książce było coś, co mnie w jakiś sposób
zaciekawiło i zachęciło i do przeczytania kolejnych części i obejrzenia serialu
to najwyższej oceny bym „Dynastii Tudorów:” nie przyznała. Czułam się tak,
jakbym czytała scenariusz filmowy. Żadnych głębszych przemyśleń bohaterów,
tajemniczych wątków… Jak dla mnie tą
powieść powinno przeczytać się po obejrzeniu serialu. Ja odwróciłam kolejność i chyba postąpiłam
źle.