Do filmów akcji, gdzie panowie ubrani w
garnitury/kominiarki/dresy, biegają/ walczą/ strzelają/ uciekają/ jeżdżą super
szybkimi i super drogimi samochodami/ wszystko naraz (niepotrzebne skreślić)
przekonałam się jakiś czas temu, a wszystko dzięki mojemu mężowi, który
zachęcił mnie do obejrzenia kilku bardzo fajnych tytułów, a potem już się
zaczęło. Oczywiście zdarzają się i dzieła gorsze i tych też nie brakuje na moim
koncie. Nie przedłużając, po ponad roku przerwy wracam do #30 day movie challenge z trzecim (dopiero!) wyzwaniem.
Uprowadzona, 2008 rok, reż. Pierre Morel
Jeden z filmów które pokazał mi Kamil,
na samym początku naszego związku. Podobno podczas oglądania wpatrywałam się w
monitor jak zahipnotyzowana, zaciskałam kciuki, przegryzałam wargę i nie mogłam
wysiedzieć w miejscu. Ja oczywiście tego nie pamiętam, podejrzewam, że raczej
teraz gdyby mi zarzucił coś takiego w żywe oczy, wyrzekłabym się tego, ale film
lubię, nawet bardzo.. I bardzo polubiłam Liama
Nessona. Ten film nadaje się na każdą porę dnia i roku – wciąga od samego
początku, nie daje ani na chwilę odetchnąć. I taki właśnie powinien być film
akcji.
Szybcy
i wściekli, rok 2001, reż. Roby Cohen
Jak do tej pory obejrzałam cztery filmy
podchodzące z tej serii. I nie dziwię się dlaczego mój mąż tak uwielbia Szybkich
i Wściekłych – na punkcie samochodów zawsze miał delikatnego hopla, a
tych w filmie nie brakuje. Jest w nim nieco inny klimat niż w Uprowadzonej,
ale oglądać można również z wielkim zaangażowaniem. I nic dziwnego że powstało
aż tyle części. Mam zamiar obejrzeć je wszystkie i stać się wierną fanką Szybkich
i wściekłych.
Dzika
rzeka, rok 1994, reż. Curtis Hanson
A ten już obejrzałam sama, bez niczyjej
rekomendacji. A nie, mama kazała mi go obejrzeć, a ze bardzo lubię Meryl Streep to nie protestowałam. I
chociaż przeplata się z innymi gatunkami to do akcji można go zaliczyć, bo
dzieje się dużo, a ci co oglądają mogą potwierdzić. Ten film to też dowód że Meryl
sprawdzi się w każdej roli.
Dzień
niepodległości, rok 1996, reż. Roland Emmerich
Wiem jakie niektórzy mają zarzuty do
tego filmu. Że tandetny, robiony pod publikę i wcale nie należy go lubić. Raz
gdzieś przeczytałam że odczuwana sympatia do tej produkcji powinna być czymś
wstydliwym, ale ja mam do Dnia niepodległości wielki sentyment. Obejrzałam go
pierwszy raz u cioci na wakacjach i nie mogłam przestać oglądać. Ilość efektów
specjalnych jak na tamte lata mnie poraziła, przebieg akcji wbił w fotel, a
przemówienie prezydenta Stanów Zjednoczonych wzruszyło. I tak jest do tej pory.
Więc niech nikt mi nie mówi ze ten film to chłam, ale mnie to jeden z
najlepszych dzieł akcji jakie kiedykolwiek oglądałam. Nie chcę na razie włączać
części drugiej bo boje się że popsuje mi odbiór pierwszej części.




