PRZEDPREMIEROWO! "Granat poproszę" Olgi Rudnickiej



Jesteś znaną pisarką, masz dwójkę wspaniałych dzieci, dobrze zarabiającego (i wydawać by się mogło)wiernego męża, dwupoziomowe mieszkanie, teściową, która cię lubi i matkę, która najchętniej dodałaby Ci kilka centymetrów wzrostu oraz zakręconą agentkę. W dodatku posiadasz kilka kilogramów nadwagi, którzy wszyscy w koło Ci wypominają. Nie macie podobnie? Nie znacie nikogo takiego? A więc najwyższa pora poznać Emilię Przecinek, bohaterkę najnowszej książki Olgi Rudnickiej Granat poproszę.

Emilia mogłoby przymknąć oko na niektóre sprawy, tak jak to robi przez kilka ostatnich lat, ale po jednym telefonie świat wali jej się na głowę. Okazuje się, że mąż, który podobno wyjechać miał w delegacje, zdradzał ją od dłuższego czasu i telefonem zakomunikował, że z Emilią się rozstaje i w dodatku nie zdradza swojego miejsca pobytu. Zostawia dwójkę swoich dzieci, Kropkę i Kropeczka, żonę i kredyt na mieszkanie. Emilia musi wziąć sprawy w swoje ręce, a pomagają jej w tym dzieci, szalona Wieśka, teściowa Jadwiga i matka Adela, które zasługują na oddzielną powieść.

Za co kochamy Olgę Rudnicką? Za humor, idealnie skomponowane czarne komedie, za groteskowych bohaterów, za cięty język. Każda kolejna książka tej autorki staje się bestsellerem, chociaż i jej zdarzają się i gorsze pozycje, ale za każdym razem z wielkim napięciem sięgam po kolejną powieść. Tak było w przypadku Granat poproszę. Po dobrych Były sobie świnki trzy, i fenomenalnym Diabli nadali, przyszedł czas na nową. Trzeba przyznać autorce że długo nie trzyma swoich wiernych czytelników w stanie nerwowego oczekiwania i kolejne powieści pojawiają się na rynku dość regularnie.

Chociaż to Emilia jest główną bohaterką, to mnie na oczarowały dwie starsze panie – Jadwiga i Adela. Przez cały okres małżeństwa swoich dzieci się nie znosiły, aż do teraz. Zmuszone są współpracować, aby dorwać tego łajdaka, który pozostawił dwójkę dzieci i żonę na pastwę losu. Do zadań starszych pań należy również pilnowanie Kropeczka, aby ten, pozbawiony ojcowskiego wzoru, nie zszedł na złą drogę i nie stał się homoseksualistą. Te dwie postacie to wielki plus tej książki, niesamowicie ją ubarwiły. Gdy czytałam o perypetiach dwóch starszych pań i o ich pomysłach, uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Na uwagę zasługują również inne postacie wykreowane przez Olgę Rudnicką. Każda z nich inna, pełnowymiarowa, z krwi i kości i do bólu zabawna. Nie mogłam oderwać się od perypetii Emilii i jej rodziny, a każda kolejna strona była dla mnie zaskoczeniem. Zestawienie takich bohaterów w jednym miejscu stanowi mieszankę wybuchową, a ta energia, którą wszyscy posiadali, aż kipiała z kolejnych stron książki. Tytuł jest bardzo adekwatny do treści, bo taka myśl Emilii nie jeden raz przemknęła przez głowę, gdy spoglądała na swoją rodzinę.

A gdzie trup?, zapytacie. Przecież w kryminałach Olgi Rudnickiej trup ścielę się gęsto i w dużej ilości i to wokół niego skupia się cała akcja. Albo na chęci zabicia. Mniejsza o to – tutaj mamy coś zupełnie innego. W tej książce jest i owszem, ale przedstawiony w dość niekonwencjonalny dla pani Rudnickiej sposób. Odgrywa on dość ważną rolę, bo zmienia charakter postępowania pana Przecinka, ale to między innymi dlatego Granat poproszę różni się do innych książek Rudnickiej.

Granat poproszę to istny poprawiacz humoru, takie promyk słońca w deszczowy dzień. Książka nadająca się na każdy dzień tygodnia, do czytania w domu, w tramwaju, na przystanku, na wakacjach czy feriach. Jednak pamiętajcie – parskając śmiechem do książki, albo ekranu czytnika możecie wydawać się innym dość dziwi. Ale! Nie przejmujcie się. Ta książka jest świetna i szczerze, z mojego całego czytelniczego ser ducha wam ją polecam. Taka dawna czarnego humoru w te jesienne wieczory na pewno wam się przyda. 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i Spółka!

My Instagram

Made with by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates