Ah, wakacje. Żar leje się z nieba, ludzie wyjeżdżają nad
wodę, w góry… Zwiedzają, opalają się, bawią. Ja niestety z wielu niezależnych
ode mnie przyczyn spędzam te wakacje w domu, jednak gdy widzę powieść która ma
w tytule magiczne słowo ‘wakacje’ od razu po nią sięgam, aby chociaż przez
powieść zwiedzić świat. Tak było i w przypadku książki Alyson Noel, autorki
cyklu „Nieśmiertelni”.
Colbie Cavendish została postawiona przed faktem dokonanym.
Zostaje wysłana na czas wakacji do ciotki, na greckiej wyspie Tinos. Dziewczyna
nie ma zamiaru wyjeżdżać, jednak psychoterapeuta jej matki uważa że dziewczyna
powinna znaleźć się z dala od emocji, jakie towarzyszą dorosłym podczas
rozwodu. Colbie niedawno zawarła przyjaźń ze szkolną gwiazdą Amandą,
zostawiając Natalię, którą znała od dzieciństwa. No i w końcu Levi, szkolny
przystojniak zwrócił na nią uwagę.
Jednak rodzice w sprawie córki są nieubłagani i Colbie wyjeżdża na wyspę, gdzie
jedyną atrakcją są gołębniki z wieżami. Zrozpaczona tym faktem podczas wakacji
prawie całe dnie spędza w kafejce internetowej pisząc bloga i wysyłając mejle
do znajomych. I chcę, aby te wakacje skończyły się jak najszybciej to możliwe.
Nie wie jednak, że po pewnym czasie, będzie robiła wszystko, aby pozostać w
Grecjii. Czy jej się to uda?
A kiedy spojrzałam mu w oczy, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że
zaraz mnie pocałuje. Już-już zamykałam oczy i pochylałam się w jego stronę, gdy
się uśmiechnął, wymamrotał po grecku coś, czego nie miałam nawet szansy
zrozumieć, odpalił motor i odjechał.
Książkę czytało się niezmiernie szybko, a to za sprawą dużej
czcionki i lekkiej fabuły, która nie zmuszała czytelnika aż do takiego
wytężania umysłu. Idealna lektura na upalne dni, których ma być coraz więcej i
więcej. W dodatku, miło poczytać sobie o Grecjii. A szczególnie o wyspach. Od
dawien dawna interesuje mnie kultura tego wspaniałego kraju położonego nad
Morzem Śródziemnym i żałuje że to nie ja znalazłam się na miejscu Colbie. Nie
chodzi oczywiście o rodziców, tylko o to, ze bardzo chciałabym zobaczyć te wspaniałe
wyspy. Nawet Tinos, które według bohaterki za ciekawe nie jest, ale dla mnie
jest miejscem niezwykle urokliwym.
Jak wspomniałam powyżej fabuła powieści jest lekka i nie
wymaga zbytniego zaangażowania. W dodatku powieść czyta się szybko, ja sama
pochłonęłam ją w ciągu jednego wieczoru. Colbie, jako narratorka opowieści,
bardzo ciekawie opisuje swój pobyt na greckiej wyspie. Miłym urozmaiceniem się
listy i mejle wysyłane do rodziców i znajomych. Nawet ja nie wiedziałam (a mam
dopiero 18 lat, nie jestem taka stara, do nastolatków się jeszcze zaliczam)
gdzie tak skrótowo można pisać mejle. No
cóż, język nastolatków.
Colbie ma siedemnaście lat. I wszystko chyba co o niej warto
wiedzieć, napisałam wcześniej. Nie była postacią aż tak bardzo zarysowaną, że mogłabym
ją wychwalać czy się z nią utożsamić. Jednak, polubiłam ją. Pani Noel trafnie
stworzyła postać siedemnastolatki, która chce utrzymać „pozycję towarzyską”. I
cierpi z powodu rozwodu rodziców. I pomimo iż wakacje z dala od znajomych tak
ją przerażają, to powoli zakochuje się w wyspie, tak samo jak jej ciotka.
Podsumowując : powieści pani Noel jest krótką obyczajówką o
losach nastolatki. Jednak jak dla mnie nie jest to książka skierowana tylko do
młodzieży. W ramach odpoczynku i relaksu może ją przeczytać każdy, w dowolnym
wieku. U starszych na pewno wzbudzi śmiech, a w czytelnikach jeszcze młodszych
ode mnie – o wiele bardziej pozytywne uczucia. Może nawet zakochają się w
twórczości pani Noel i zaczną przygodę z książkami? Oby tak. Już bez zbędnego gadania
– polecam wszystkim „Greckie wakacje”.
Pierwsze słyszę | Czytamy powieści obyczajowe.
Za egzemplarz serdecznie dziękuje Grupie Wydawniczej Publicat.