O książce nasłuchałam się dużo: i od znajomych i od
bloggerów, którzy wprost nie szczędzili pochwał nad powieścią pani
Rudnickiej. Gdy w końcu w bibliotece
trafiłam na „Natalii” 5 postanowiłam, że przyszła kosa na kamień i trzeba
przeczytać. Panią Rudnicką znałam już z „Zacisza 13”, które wywarło na mnie
bardzo pozytywne wrażenie. Jednak książka
długo leżała nieruszona na półce. Nie przerażała mnie jej objętość, bo już nie
takie tomiszcza się pochłaniało w życiu. Gdy tak siedzę i pisze zastanawiam się
co we mnie siedziało, że lekturę odkładałam czasie. Teraz stwierdziłam, że bałam się, iż książka nie sprosta moim
oczekiwaniom. Nie raz i nie dwa o powieści nasłuchałam się sporo jaka ona jest
wspaniała, nietuzinkowa, jak idealnie wręcz spędza się z nią czas. No i ja,
naczytana pochlebnych opinii miałam wielkie oczekiwania, które na początku lektury... cóż, spełzły na niczym.
Z początku nie potrafiłam się odnaleźć. Nie w akcji- bo ta
od samego początku dostarczyła mi wrażeń. I nie w zagadkach, na których rozwiązanie
musiałam długo czekać. I nie w kreacjach bohaterów, bo Ci wykreowani byli w sposób wręcz idealny,
każdy z charakterem dopracowanym w najmniejszym szczególe. Myliły mnie córki pana
Sucharskiego - Natalie. Dopiero, gdy nadano im pseudonimy, zaczęłam rozumieć co
i jak, ale nie raz jeszcze przerywałam czytanie, aby przemyśleć sobie która,
jak i dlaczego. Jednakże nie uważam tego za mankament, ani jakiś znaczny minus.
Trochę utrudniało to czytanie, fakt, jednak w stopniu znośnym. Chyba, że ktoś
nie lubi bardzo Myślec podczas czytania- wtedy taki zabieg musi być sporym,
mogę napisać że ogromnym utrudnieniem.
Przy powieści strasznie się ubawiłam, gdy już udało mi się w nią wczytać. Książka dostarczyła mi
ogromu rozrywki i poprawiła humor na wszystkie wieczory, jakie spędziłam z
dziełem Rudnickiej. Charaktery sióstr tak inne, ale zarazem tak podobne i ich
perypetie sprawiły, że nie potrafiłam oderwać się od powieści. Książka miała w
sobie to „coś”. W dodatku kryminał z czarnym humorem jest jednym z moich
ulubionych gatunków literackich, a pani Rudnicka spisuje się wprost idealnie.
Z początku wspomniałam że akcja od początku dostarcza nam
zagadek, na których rozwiązanie trzeba będzie długo czekać. I z każdą stroną
autorka buduje napięcie, które rośnie i rośnie. Jednak momentami to całe czekanie… nudzi.
Przynajmniej mnie. Wiem iż „Natalii 5” zbiera wśród blogerów książkowych
pozytywne recenzje i nie ma według nich prawie żadnych wad. Według mnie, ma. I
gdyby nie ten minus, książka na pewno bardziej mi się spodobało.
Bohaterki jak dla mnie były dla mnie skonstruowane idealnie,
jak w każdej książce pani Rudnickiej. Każda z nich była inna, miały wiele
nakreślonych wad, ale posiadały jednocześnie coś wspólnego co sprawiło że
osobno nie potrafiłam ich sobie wyobrazić.
Gdy już raz się spotkały, nie potrafiły bez siebie żyć nawet jeśli nie
były tego świadome.
Wątek kryminalny to główna oś powieści. O ile całe napięcie
i przygotowania do finału były dopracowane idealnie to sam finał lekko mnie
rozczarował. Fakt, nie spodziewałam się iż osobą która tak ingeruje w życie
sióstr, zakrada się do ich domów i zostawia prawie niewidoczne ślady była
najmniej podejrzana. Ba, znajdowała się daleko, daleko poza okręgiem podejrzeń,
a nawet nie wiedziano o jej istnieniu. Pani Rudnicka idealnie przygotowała
grunt pod scenę finałową. Jednak nie była ona bardzo spektakularna,
spodziewałam się czegoś o wiele lepszego.
Bałam się tej recenzji. Pomimo iż książka jest gruba to nie
wiedziałam czy dam radę coś sensownego o niej napisać. A tu proszę, jaka
niespodzianka. Powieść polecam- nie nudzi (poza kilkoma momentami) i potrafi
rozbawić.
Wyzwania : Polacy nie gęsi, Czytamy powieści obyczajowe
