| źródło |
„Sekret
szczęścia polega na przebaczaniu i zapominaniu.”
Cathy, Chris i Carrie uciekają ze znienawidzonego domu.
Postanawiają wyruszyć na Florydę, aby tam pracować w cyrku. W czasie podróży
autobusem mała Carrie zaczyna chorować – ciągle wymiotuje i bardzo źle się
czuje. Dzięki pomocy Henrietty Beech trafiają do domu doktora Paula Sheffielda,
który adoptuje rodzeństwo i wychowuje jak swoje dzieci. Chrisa przyucza, aby
ten mógł dostać się do Akademii Medycznej, a Cathy zapisuje na lekcje baletu.
Mała Carrie, zbyt niska jak na swój wiek, zostaje wysłana do prywatnej szkoły,
gdzie nie znajduje przyjaciółek. Jednak widmo z przeszłości ciągle wisi nad
rodzeństwem i chociaż wydaje im się, że już dawno uwolnili się od traumatycznej
przeszłości, to tak naprawdę nie potrafią zapomnieć. Cathy nie może wybaczyć
matce. Obwinia ją i planuje zemstę. Czy jej się to uda?
Rodzeństwo podczas pobytu na poddaszu w domu dziadków snuło
wiele planów na przyszłość. Chris marzył o tym, aby zostać lekarzem, a Cathy
dzielnie ćwiczyła aby w przyszłości zostać sławną tancerką. Te marzenia towarzyszyły im od
dzieciństwa, a w czasie więzienia stały się bardziej wyraźne. I los zesłał im
na drogę doktora Paula, który chciał spełnić ich życzenia w zamian oczekując
tylko towarzystwa. Jednak Chris ciągle czuje coś do siostry. Nie chce jej
zostawiać samej, bo wie jak doktor
patrzy się na jego ukochaną Cathy; jak obserwuje każdy jej krok.
Ta część nie umywa się do pierwszej, niestety. Spodziewałam
się emocjonującej lektury, który trzyma mnie w napięciu i długo pozostaje w
mojej pamięci. Jednak, zawiodłam się. O ile początek dalszych losów Cathy,
Chrisa i Corrie mnie zainteresował, to potem było już tylko gorzej. Dlaczego?
Wszystko z powodu Cathy. Jak wiecie, jest ona narratorką powieści. I to ona
opisuje wszystko ze swojej perspektywy. W „Kwiatach na poddaszu” współczułam jej. Nie chciałabym znaleźć się
na jej miejscu. Jednak w części drugiej wydawała mi się osobą niezrównoważoną
psychiczne, której sława i pieniądze uderzyły do głowy. Zachowywała się jak
rozpieszczone dziecko które nie wie czego chcę. Jej zachowanie jest strasznie
irracjonalne i irytujące. Nie raz i nie dwa przewracałam oczyma. A ile razy
miałam ochotę przerwać książkę? Tego sama nie zliczę. Jednak jestem
masochistką, bo czytałam dalej. Miałam nadzieję iż na następnej stronie, w
następnym Cathy zmądrzeje, zacznie zachowywać się jak osoba dorosła i
odpowiedzialna. Zdarzały jej się nawet takie przebłyski, jednak rzadko. Górę brała jednak ciekawość. Dlaczego? Bo
Cathy planowała zemstę. Powtarzała to od pierwszych stron książki i dążyła do
tego. Chciałam dowiedzieć się jaki będzie finał. Czy wszystko skończy się tak
jak powinno? Jednak po większych przemyśleniach stwierdziłam iż taki zabieg
autorka mogła zastosować celowo, aby pokazać jak traumatyczne przeżycia z
dzieciństwa wpłynęły na zachowanie dziewczyny. Może brak miłości ze strony
matki i całe lata spędzone z daleka od rówieśników, zabaw i świeżego powietrza
wpłynęły na to, ze Cathy była strasznie rozchwiana emocjonalnie. Nie potrafiła
trzymać się jednej myśli, była podatna na bodźce które płynęły z otoczenia.
Wystarczyła jedna chwila, aby zrezygnowała z zaplanowanego ślubu i przyrzekła wierność komuś innemu. Takich
przykładów w książce odnalazłam wiele. I
z jednej strony mnie denerwowało, a
drugiej fascynowało i zaciekawiło. Bo czy naprawdę autorka tak źle
stworzyła postać Cathy, czy był to zabieg celowy?
„Jeśli ludzi łączy szczere
uczucie, to nic nie jest w stanie ich rozdzielić...”
Chris, brat Cathy, w czasie akcji powieści strasznie
zmądrzał i wydoroślał. Jednak uczucie do siostry nie zmalało. Ciągle powtarzał
jej że jest one prawdziwe. I chociaż
siostra ciągle go odtrącała, ten nie szukał nowej miłości. Był przy niej,
opiekował się nią. Czy jego starania się opłaciły? Powiem, że dziwne było
czytanie o kazirodztwie, jako prawdziwym uczuciu. Autorka, który ten problem
poruszyła już w pierwszej części powieści, pogłębia go nadal. Rozpisuje się nad
zakazanym uczuciem, chociaż Cathy wie, ze jest to niemożliwe. Chris jednak
drąży dalej, chcę żyć ze swoją siostrą jak mąż z żoną. W jego zachowaniu
również widać jak więzienie wpłynęło na jego psychikę. Jednak był mnie
rozchwiany emocjonalnie niż jego siostra.
Carrie- najmłodsza z rodzeństwa bardzo ucierpiała. Była zbyt
mała jak an swój wiek, a to z powodu braku słońca. Bardzo cierpiała po stracie
brata bliźniaka. I zawsze pozostała dzieckiem. To, że nie pozwolono jej spędzić
tych beztroskich lat tak jak innym dzieciom spowodowało że na zawsze zachowała
mentalność dziewczynki.
„Płatki na wietrze” wypadły gorzej niż pierwszy tom sagi. Nie
towarzyszyły mi takie emocje jak przy czytaniu
pierwszej części. Jednak kontynuacja „Kwiatów…” skupia się bardziej na
konsekwencjach więzienia rodzeństwa; autorka chciała pokazać jak podatna na
bodźce jest psychika dziecka i jak łatwo ją zniekształcić. Jednak dojście do
takiego wniosku zajęło mi sporo czasu. Tuż po przeczytaniu książki miałam o
niej inne zdanie, które ujęłam w mojej opinii.
Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje | Ogród cieni