Książki pani Chmielewskiej uwielbiam, o czym już
niejednokrotnie wspomniałam na blogu. Dotąd żadna powieść mnie nie zawiodła-
wręcz zakochiwałam się w nich. I obierały miano moich ulubionych powieści. Lecz
uważam, że każdy autor ma prawo do złej książki. Nie zawsze zadowoli wszystkich
swoich czytelników. I jeżeli nie spodziewałam się że pani Chmielewska mnie nie
zawiedzie, to po przeczytaniu „Drugiego wątku” moje uczucia były bardzo
mieszane.
Bohaterka, Joanna poszukuje mieszkania dla swojej ciotki,
które powraca z emigracji. Ma przed sobą jeszcze wiele miejsc do sprawdzenia,
więc chcę jak najszybciej załatwić sprawę w pierwszym mieszkaniu. Jakie jest
jej zdziwienie gdy zastaje uchylone drzwi, a po wejściu- dwa trupy. W dodatku w
ścianie widnieje dziura pełna przedwojennych monet i biżuterii. Bohaterka znowu
wplątuje się w aferę kryminalną.
Mieszane uczucia mam nadal. Dlatego postanowiłam i tą
książkę umieścić w tej recenzji, bo wiele to ja o niej nie napisze, niestety.
Po pierwsze w powieści mamy dwie narratorki pierwszoosobowe : jedna z nich
bohaterka- Joanna, a druga to wnuczka zamordowanej denatki. Z początku mnie to
trochę zmyliło, nie wiedziałam kto w danym momencie się wypowiada. Gdy już
zaczęłam mniej więcej kojarzyć- czytanie szło mi opornie. Dlaczego? Nie mam
pojęcia. W powieści było wszystko- typowy humor autorki, wątek kryminalny który
w jej powieściach uwielbiam… Jedno jest
pewne do „Drugiego wątku” za szybko nie wrócę.
Książki pani Kotarskiej uwielbiam. Mają w sobie niesamowity
urok, który sprawia że zaczytuje się w nich nie zważając na porę dnia, nocy czy
też miejsce. Kiedy więc w bibliotece dostrzegłam książkę z nazwiskiem autorki,
bez wahania wzięłam ja do domu. Nawet nie czytałam opisu na okładce. I tutaj
mój pierwszy błąd, chociaż nie był on bardzo znaczący. Bo okazało się że
„Strusie jajo” jest kontynuacją powieści pod tytułem ‘Dracena przerywa
milczenie”. Nie wiedziałam co zdarzyło się w pierwszej części, dlatego gdy w
domu w końcu przeczytałam opis na tylnej okładce, trochę się przestraszyłam i
odwlekałam czytanie. No ale nie lubię gdy książka leży za długo na półce, więc
postanowiłam w końcu poznać losy Agaty i Joli.
Agata Cyryl i Jola Kapłan pracują na uczelni. Mają wredną
szefową, która nawet na chwilę nie daje mi odpocząć. Kiedy ta wpada na pomysł
objeżdżenia wszystkich ferm strusich w Polsce, zdębiona kadra genetyków powoli
przystępuje do dzieła. Dwie przyjaciółki mają zjeździć tereny otaczające ich rodzinne
miasto. Gdy na jeden wyjazd wprasza się bratowa Agaty, ta wie, że nic dobrze
się nie skończy. I ma rację. Bo gdy ta bierze złe strusie jaja, dochodzi do
serii zdarzeń, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak wszystko
powinno się powoli rozjaśniać. Ale czy dziewczyny dadzą sobie radę? I co ma z
tym wszystkim wspólnego koza Petrula?
Trochę się zawiodłam. Nie potrafiłam wciągnąć się w całą
akcję. Książka mnie nudziła. Może to dlatego że nie przeczytałam pierwszej
części. Nie znaczy to, że nie mogłam się zorientować o co chodzi. Autorka
wszystko bardzo ładnie opisała i pozwoliła czytelnikowi się odnaleźć. Jednak
nie potrafiłam zżyć się z bohaterkami. Obie były mi zupełnie obce. Podejrzewam,
że autorka więcej uwagi poświęciła kobietom w pierwszej części.
Reasumując : była to jak na razie najgorsza książka pani
Kotarskiej jaką przeczytałam. Była jednak lepsza od tych, które mogłam oznaczyć
jako złe. Czy polecam? Jeżeli poznaliście już bohaterki w pierwszej części.
Twórczość pani Lingas- Łoniewskiej znam. Jej trylogię
„Zakręty losu” spodobała mi się i nawet miło wspominam czas spędzony z
powieścią. Dlatego z chęcią przystąpiłam do czytania „Szóstego”.
Alicja straciła ukochanego, gdy oboje wracali z ich podróży
poślubnej. Na tej samej sali szpitalnej leży Marcin Langer, policjant. Gdy mąż
Alicji umiera, przychodzi do Langera we śnie i prosi go, aby zaopiekował się
jego Ali. Jednak mężczyzna nie wierzy; uważa to wszystko za sen. Gdy po kilku
latach jest on szefem Śląskiej Grupy Śledczej znowu los na jego drodze stawia
Alicję, która jest policyjnym psychologiem. Oboje zajmują się sprawą Szóstego,
który porywa blondynki o zielonych
oczach, a szóstego dnia zabija je. Na drodze bohaterów staje uczucie, ale los
nie jest łaskawy i podsuwa im pod nogi problemy.
Książka nawet mi się spodobała jednak brakowało jej „tego
czegoś”. Powieść jest dobra, wciąga i.. właśnie… I nic. Nie potrafię nic więcej
napisać na jej temat. Dobry kryminał z wątkiem miłosnym. Autorka dobrze
sprawdza się w takich powieściach, dobrze się czuje pisząc coś takiego, co
widać po książce. Jednak dla mnie było brakowało w „Szóstym” czegoś, co
sprawiłoby że czytałabym książkę z wypiekami na twarzy. Czy polecam? Nie chcę
rekomendować czegoś do czego na pewno nie wrócą w przyszłości.
POLACY NIE GĘSI : "Szósty" | "Strusie jajo" | "Drugi wątek"
PIERWSZE SŁYSZĘ : "Szósty" | "Strusie jajo" | "Drugi wątek"
CZYTAMY POWIEŚCI OBYCZAJOWE : "Strusie jajo" | "Szósty"